Partnerzy serwisu:

Nad Wisłą wyrośnie łąka

Olga Plesińska 20.03.2016

Nad Wisłą wyrośnie łąka
Warszawiacy mogą liczyć na nową jakość wypoczynku nad rzeką dzięki projektowi restytucji łąk zalewowych. Warszawskie nabrzeże zakwitnie prawdopodobnie już w przyszłym sezonie. O idei miejskiej łąki, bioróżnorodności i „powrocie do natury” opowiada Sławomir Sendzielski – współautor projektu.
Olga Plesińska: Po co w mieście łąka?

Sławomir Sendzielski: Łąka w mieście może pełnić bardzo wiele różnych funkcji. Zaczynając od czysto estetycznej – bogactwa kolorów, faktur, zmieniającego się wraz z porami roku krajobrazu, przez aspekty ekologiczne – wzbogacanie różnorodności w świecie roślin i zwierząt, ograniczanie hałasu, zmniejszanie występowania wysp ciepła i odpływu wód opadowych do kanalizacji, kończąc na walorach edukacyjnych łąki oraz przyziemnej kwestii oszczędzania pieniędzy, dzięki ograniczeniu koszenia. Zupełnie innym, ważnym aspektem jest to, że paradoksalnie poza miastami bioróżnorodności jest coraz mniej. To właśnie miasta mogą się stawać azylem dla wielu gatunków ptaków i roślin, w tym tych rzadkich. Depozytem genów gatunków, które są kluczowe dla naszego dobrego samopoczucia i bezpieczeństwa.

Dlaczego akurat nad Wisłą?

Szczególnym sprzymierzeńcem tworzenia różnorodności biologicznej są zbiorniki wodne, mokradła, rzeki. W tym roku w Warszawie obchodzić będziemy rok Wisły – rzeki nadal częściowo dzikiej, dzięki temu stanowiącej miejsce życia dla zwierząt i wypoczynku dla ludzi. Ważną pracę dla obrony takich przestrzeni wykonuje na przykład Centrum Ochrony Mokradeł, czy Fundacja Łąka.

Potrzeba zachowania bioróżnorodności na terenie miasta nie jest oczywista. Odnoszę wrażenie, że spora część społeczeństwa widzi psy, gołębie, mniszka lekarskiego i komary. Jak przekonałby Pan sceptyków do tego, że warto dbać o miejskie ekosystemy?

Nie wierzę, że są tacy, których trzeba przekonywać, że w różnorodności przyrody tkwi siła... Dla tych, którzy cenią sobie estetykę, różnorodność gatunków daje inspirację do działania i możliwość odpoczynku. Część z nas ucieka na wieś nie tylko w poszukiwaniu przestrzeni, ale również w poszukiwaniu krajobrazów, które znamy z dzieciństwa, które są nam bliskie: kołyszących się na wietrze łanów zboża, pojedyncze stare drzewa owocowe rosnące w polu, czy śpiew ptaków gniazdujących w żywopłocie. Dlaczego nie tworzyć takich przestrzeni w mieście?

Łąka może przyciągnąć owady. W wielu polskich miastach, w ramach budżetów partycypacyjnych, wybudowane zostały domki dla owadów. Projekty te zostały dość mocno skrytykowane, ze względu na często nietrafione lokalizacje oraz ściągnie nie tych owadów „co trzeba”. Łąka to odpowiedź na ten problem?

Różnorodność łąk pomaga owadom. Generalnie problem nie tkwi w tym, że nie ma owadów zapylających, tylko w tym, że cały system zieleni miejskiej jest zachwiany. Ciekawie byłoby prześledzić jaką drogą doszliśmy do punktu, w którym zakładamy wszędzie trawniki, kosimy je do zera, a liście z parków zbieramy, w przekonaniu, że zniszczą trawę. A jest odwrotnie. Trzeba zapewnić owadom pożywienie przez cały rok. Łąka to jeden ze sposobów. Innym są niedoceniane drzewa owocowe, których owoce są zjadane także przez ptaki. Hotele dla owadów mają jedną istotną zaletę. Dzięki nim mieszkańcy miast częściej myślą o sposobach tworzenia zrównoważonego otoczenia i o dbaniu o przyrodę.

W Berlinie zachwyciłam się społecznymi ogródkami miejskimi na Tempelhof. Wprawdzie to ziemia uprawna, nie stricte łąka, ale niektóre ogródki są ukwiecone i dzikie. Zdaje się, że to zjawisko wpisuje się w podobną ideę?

Tak. Sadzenie roślin wabiących owady i ptaki to zabieg stosowany w ogrodnictwie i rolnictwie od dawna. Ich obecność to sposób na zwiększenie zdrowego plonu wysokiej jakości i urozmaicenie działki. W ostatnich dziesięcioleciach zamieniliśmy te naturalne metody na opryski chemiczne, nie zdając sobie sprawy, że to rozwiązania krótkowzroczne, ostatecznie prowadzące do niszczenia środowiska. Warto zastanowić się jak to jest, że różnorodny las, nietykany ręką człowieka, radzi sobie doskonale bez oprysków i nawożenia? Mam nadzieję, że ten trend – zainteresowanie ogrodami społecznymi, różnorodnością roślin, wspieraniem zwierząt, które nam pomagają – będzie się utrwalał.

Łąki nad Wisłą w kliku miejscach jeszcze są, choć dziczeją, bo są nieopłacalne. Zarastają gatunkami niepożądanymi, szybko tworzącymi monokultury. W ramach projektu o długiej nazwie: "Restytucja łąk zalewowych na warszawskim odcinku OSOP Natura 200 doliny środkowej Wisły (PLB 140004)" zajmujemy się ograniczeniem presji obcych gatunków inwazyjnych, właśnie poprzez odtwarzanie łąk i przywrócenie równowagi między gatunkami na tych obszarach. Do odtwarzania łąk używamy między innymi nasion specjalnie zbieranych w dolinach rzek w Województwie Mazowieckim. Daje to gwarancję, że rośliny będę odporne na warunki panujące w międzywale Wisły. Takie podejście jest bardzo rzadko stosowane przy przywracaniu dobrostanu siedlisk. To proces trudny, pełen wyzwań i długi. Mam nadzieję, że za dwa, trzy lata będziemy mogli obserwować dziką, różnorodną przyrodę na kilku dodatkowych obszarach w granicach Warszawy.

Na jakim etapie jest projekt?


Tworzymy lub odtwarzamy łąki na obszarze o łącznej powierzchni ponad 70 hektarów, pomiędzy wałami Wisły. Chodzi o siedem miejsc: Żerań, Golędzinów, ZOO, Gocław, Mokotów, Wilanów i Port Czerniakowski.. Oczywiście jest to obszar o mozaikowym charakterze, łąki są wplecione w zarośla łęgowe. Sporo informacji na temat projektu można znaleźć na stronie www.lakawarszawska.pl. Teraz prace będą się ograniczać do koszenia powierzchni objętych projektem. Projekt jest w 85 proc. procentach finansowany z funduszy Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Głównym beneficjentem jest Warszawa. Unikalna w tym projekcie jest współpraca między Uniwersytetem Warszawskim, a ratuszem.

Przekonanie alergików, że kwitnąca łąka za oknem jest im potrzebna może być trudne...


Łąka to zbiorowisko roślin jednorocznych, bylin i traw. Te ostatnie są problemem w przypadku alergików. Trawy są wiatropylne, reszta roślin łąkowych zazwyczaj jest owadopylna. Jeżeli źle dbamy o łąkę, zbyt często ją kosimy lub kosimy w złym terminie, zaczynają dominować trawy.

Kwitnący teren może sprawiać wrażenie miejsca, które należy omijać, by nie zadeptać roślin i nie skrzywdzić mieszkających tam zwierząt. Nad Wisłą nie brakuje ludzi, którzy chcą piknikować i się wylegiwać. Czy należy rekreacyjnie korzystać z łąki?

Łąka, podobnie jak trawnik, może być zadeptana. To kwestia organizacji przestrzeni, zadbania, by znalazły się kawałki wykoszone, na których można rozłożyć koc i takie, które nie będę deptane. Im więcej będzie łąk w parkach i miastach, tym intensywność użytkowania pojedynczej przestrzeni łąkowej się zmniejszy. W ten sposób lekko zadeptane fragmenty będą również mogły się odrodzić.
Podziel się ze znajomymi:
 
 
Komentarze:
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony