Partnerzy serwisu:

Blocher: Przestańmy mówić o partnerstwie, zacznijmy faktycznie współpracować

Elżbieta Pałys 09.07.2019

Blocher: Przestańmy mówić o partnerstwie, zacznijmy faktycznie współpracować
fot. Łukasz Patera
Kilka lat temu mówiliśmy o nieradzących sobie irlandzkich firmach, dziś mówimy o Włochach, ale problem z inwestycjami drogowymi mają wszyscy wykonawcy – mówi prezes Budimeksu Dariusz Blocher. Jego zdaniem lista zerwanych kontraktów jeszcze się wydłuży. Podkreśla, że słusznie zadbano o podwykonawców, ale na poprawę warunków czekają także duże firmy.
Elżbieta Pałys, RynekInfrastruktury.pl: W ciągu zaledwie kilku miesięcy tego sezonu budowlanego doszło do zerwania dziewięciu kontraktów drogowych. Czy to zaskakujące?

Dariusz Blocher, prezes Budimex SA: Nie. Na początku roku mówiłem, że duże ryzyko [zerwania umów –dop. red.] jest na dziesięciu kontraktach. Będąc na naszych budowach, widzimy co się dzieje obok i jaka jest aktywność firm. O tym, że Impresa Pizzarotti rozwiązuje umowy z podwykonawcami i dostawcami wiedzieliśmy od kilku miesięcy. Dziwimy się trochę, że zamawiający tego nie widział.

Moim zdaniem są jeszcze 2-3 firmy, które znajdują się na granicy płynności, ale nie chciałbym ich wskazywać.

Tak się złożyło, że firmy wyrzucone z budów to w większości firmy włoskie.

Jedna hiszpańska – Rubau.

Tak, w tym przypadku chodziło o dwie inwestycje, które były jeszcze na etapie projektowania. Niemniej, w powszechnej świadomości na budowach nie radzą sobie „firmy włoskie”, co dodatkowo potwierdzają rozwiązane umowy. Czy ta niepochlebna opinia o „Włochach na budowie” jest uzasadniona?

To czy te firmy są z Włoch, czy z innego kraju nie ma znaczenia. Wiele firm, widząc boom inwestycyjny w Polsce, wchodziło na nasz rynek. Pięć lat temu mieliśmy Hindusów, Irlandczyków, Macedończyków. Wtedy podobnie się mówiło o irlandzkich firmach, teraz trafiło na Włochów.

Ci wykonawcy przyszli do nowego kraju nie znając rynku i nie mając żadnych zasobów. Przysyłali jednego czy dwoje ludzi, zaczynali zatrudniać, nie zawsze najlepsze osoby, i startować w przetargach.

Jeśli mówimy o zaprojektuj i wybuduj, wiadomo, że najpierw trzeba mieć koncepcję, zatem firmy te szukały projektantów mówiąc, że chcą wygrać. Co w takiej sytuacji robił projektant? Proponował jak najbardziej optymistyczne założenia. Do tego zapewne jeszcze obniżono cenę i założono, że koszty nie będą rosły.

Oznacza to, że ryzyko było od początku. Później przyszły jeszcze problemy rynkowe w postaci nieprzewidywalnego wzrostu cen materiałów, braku pracowników, a na to jeszcze nałożył się pośpiech. Obecna sytuacja to miks wielu elementów – poza podjętym ryzykiem związanym z chęcią obecności na polskim rynku to także brak zrozumienia klienta i otoczenia rynkowego, ale i kwestia umów inwestor-wykonawca, które często nie są fair w stosunku do wykonawców.

To znaczy, że problemy dotyczą także polskich firm?

To czy firma jest polska, czy nie polska nie ma do końca znaczenia. Ważne jest czy firma jest tu i teraz, czy będzie w przyszłości, czy ma swoje zasoby, czy płaci tu podatki, czy dotrzymuje obietnic, rozumie zamawiającego i czy chce być jego partnerem, ale i odwrotnie – czy ma partnera po drugiej stronie.

Wszyscy wykonawcy mają teraz ogromny problem, choć nie wszystkie schodzą z budowy. Wiele firm, które znam, będzie ciągnęło prace do ostatniej chwili i, jeśli im nikt nie pomoże, zbankrutują, ponieważ mają tak mocno zakorzeniony obowiązek wykonania zadania. To nie jest normalne.

Jest wiele metod, żeby poprawić sytuację. Nie chodzi o to, by dopłacać do wszystkich kontraktów. Ale czy można mówić o partnerskim podejściu na inwestycjach drogowych, gdzie kontrakt wyceniony był 2 - 3 lata temu, strata na kontrakcie sięga 30 proc. i teraz inwestor, przy wycenie robót dodatkowych, za nowe roboty chce zapłacić nam po cenach kontraktowych, ale jak jest redukcja robót to już po nowych cenach? Czy to jest partnerstwo?

Jeszcze niedawno mówił Pan, że kontrakty dotyczące kończenia robót po innej firmie z reguły są korzystne dla nowych wykonawców…

Były. Zamawiający wyciągnęli wnioski i jak to w Polsce bywa, zamiast podejścia open book, gdzie się siada, rozmawia i jak trzeba coś poprawić, to się poprawia i płaci, teraz zaczynają się pojawiać zapisy typu: weź za to odpowiedzialność, daj gwarancję, a jak będzie więcej robót, to ci nie zapłacę.

Pojawiły się też nierealne terminy. Czasem będziemy więc musieli wliczać do oferty jakieś ryzyka kar, a to jest niepotrzebne.

Cały czas też mówię: przestańmy się obkładać papierami – bo dziś tak pracujemy. W Budimeksie zwiększyliśmy zatrudnienie na budowach o tylko po to, by „robić papiery” dla zamawiającego. Inwestor i tak nie ma czasu na nie odpowiadać, bo sam ma za mało ludzi. Po co mamy to robić? Od tworzenia papierów niczego nie zbudujmy. Spróbujemy to uprościć. Przestańmy mówić o partnerstwie, tylko rzeczywiście zacznijmy sobie pomagać.

Miejmy cel, projekt, czas i budżet. Są zamawiający, którzy tak działają. np. Polskie Wody, czy KGHM, gdzie świetnie przygotowana inwestycja skończy się w budżecie, a my – jako wykonawca – rozwinęliśmy skrzydła – budowy wyprzedzają harmonogram, robimy więcej niż podstawowy zakres To pokazuje, że się da.

Duży krok do przodu zrobiły PKP PLK. Prezes Merchel jest twardym zawodnikiem, ale jak jest problem, to się siada i rozmawia, są decyzje, potem odpowiednie polecenia są delegowane do oddziałów i idziemy do przodu. W GDDKiA mamy jeszcze dużo zrobienia i jak się nie poprawi, to niczego nie zbudujemy.

Powiedział Pan kiedyś, że Budimex jest firmą, która się nie obraża, ale oczekuje partnerskiego podejścia. Czy Pan sobie wyobraża, że Budimex zszedłby z kontraktu?

Zejście z budowy przez Budimex to byłaby ostateczność, ale w biznesie to się zdarza – Lehman Brothers też upadł. Na razie tego nie planujemy, ale o swoje walczymy.

Nie chcemy od zamawiających, by pokrywali naszą nieudolność, ale podsumowaliśmy roszczenia wynikające z nieprzewidywalnego wzrostu cen, obliczyliśmy to w granicach 350 czy 500 mln zł i roszczenia wysłaliśmy. Oczywiście dostaliśmy odpowiedź negatywną. Następnym krokiem będzie być może skierowanie sprawy do sądu polubownego przy Prokuratorii, potem do sądu powszechnego – nie odpuścimy tego.

Nasza rentowność w segmencie budowlanym za pierwszy kwartał wyniosła 1 proc. To już zaczyna się ocierać o granicę rozsądku – nie można inwestować w maszyny, ani w ludzi, a przed nami nowa perspektywa, w której nadal będzie dużo pieniędzy na inwestycje. Czymś i kimś musimy je zrealizować.

W poprzedniej perspektywie też były podobne problemy.

Sytuacja teraz wygląda tak, jak byśmy cofnęli czas o 8-10 lat – problemy są mniej więcej te same, oprócz podwykonawców. Na ich ochronę rzeczywiście położono duży nacisk. W konsekwencji dzisiaj małe firmy mają 12-procentową rentowność, średnie 8-procentową, a w przypadku firm dużych jest to 1 procent.

Nastąpiło zachwianie sytuacji. My mamy 10 tys. podwykonawców, ale oni nie są w stanie samodzielnie budować dróg, bo do tego trzeba mieć zdolności finansowe, zarządcze, kontrolingowe. Za to właśnie płaci się generalnemu wykonawcy i to on powinien mieć odpowiednie zasoby.

Małe firmy nie pójdą za granicę, dlatego że tam funkcjonują giganci budowlani, z którymi nie są w stanie się zmierzyć. Dla każdego jest odpowiednie miejsce, dlatego działania na rzecz podwykonawców, to był duży plus. Tylko że teraz trzeba też pomyśleć o generalnych wykonawcach.

Jeśli jest zysk na kontrakcie, to wszyscy są zadowoleni – i podwykonawcy, i dostawcy, i zamawiający. Jak zysku nie ma, to każdy szuka dziury w całym i zamiast się koncentrować na budowaniu, wynajduje różne zapisy, by obniżyć koszty. Gdyby zamawiający chcieli, to przez wiele drobnych rzeczy mogliby usprawnić budowy.

Co należałoby zrobić w pierwszej kolejności?

W tym momencie przede wszystkim pomyśleć o rentowności firm budowlanych. Długookresowo potrzebny jest też „master plan” dla inwestycji drogowych, który byłby stabilny i niezależny od opcji rządzącej.

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony