Partnerzy serwisu:

Coraz mniej towarów na morzu. „Pandemiczny sztorm” przybiera na sile

Aleksander Domański 06.06.2020

Coraz mniej towarów na morzu. „Pandemiczny sztorm” przybiera na sile
fot. Pixabay
Jak podaje Shipping Intelligence Weekly, przewozy kontenerowe zmniejszą się w II kwartale tego roku o 11 procent, czyli więcej niż podczas kryzysu w 2008 r. Wtedy spadek wyniósł 9 procent. Nikt nie wie, jak będzie się rozwiać sytuacja, ale dalsze spadki są prawdopodobne.
Rynek przewozów morskich warto ponad bilion dolarów jest swoich „kręgosłupem” międzynarodowej wymiary towarów odpowiadającym za około 90 proc. światowego handlu. Przewozy kontenerowe są swoistym papierkiem lakmusowym kondycji gospodarczej naszego świata i dlatego obecny kryzys wywołany pandemią wirusa z Wuhan tak mocną uderzył właśnie w tę branżę. Według ekspertów, przerwanie produkcji, łańcuchów dostaw oraz popytu na światowych rynkach spowodowało największy w historii spadek popytu na usługi kontenerowe w każdym zakątku naszego globu.

Ograniczenie inwestycji, lawinowo rosnące bezrobocie, gwałtowny spadek popytu na dobra konsumpcyjne, a więc i zmniejszenie produkcji powoduje, że sprzedawcy nie czekają z utęsknieniem na nowy towar. Ten więc zalega, a jego wożenie traci sens. Sytuację najlepiej oddają następujące zlecenia płynące do zleceniodawców wielkich kontenerowców: "Płyńcie z naszymi towarami jak najdłużej, wybierajcie odległe trasy, bo nasze magazyny są pełne".

– Jeden klient powiedział nam: jeśli sprawisz, że mój kontener będzie kilka razy podróżował po całym świecie, byłoby dobrze – mówi Reuterowi Shereen Zarkani, globalny dyrektor sprzedaży Maersk. Dyrektor naczelny Pumy, Bjorn Gulden, powiedział, że zarządza nadwyżką zapasów, umieszczając je w płynących wolno statkach, licząc na ponowne otwarcie sklepów w Stanach Zjednoczonych i Europie.

Ilość odzieży przybywającej do Stanów Zjednoczonych statkami spadła o prawie 20 proc. w okresie styczeń – maj w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, wynika z danych firmy technologicznej Descartes. Ilość mebli spadła o ponad 12 proc. w tym samym okresie, a fracht spadł o ponad 34 proc. Pierwszy cios miał miejsce, gdy koronawirus zmusił Chiny do zamknięcia fabryk w lutym, odcinając dostawy odzieży, elektroniki i innych artykułów detalicznych na cały świat. Drugi nastąpił, gdy sklepy w Europie i Stanach Zjednoczonych zostały zamknięte.

Jednocześnie spowolnienie wysyłki spowodowało bóle głowy u sprzedawców detalicznych działających w internecie. Dotyczy to między innymi takich potęg jak Walmart i Amazon. Ci gracze z kolei chcą jak najszybciej dostać swój towar. – To, co widzimy, jest dość niejednoznaczne dla właścicieli ładunków, z których niektórzy wznawiają normalną wysyłkę swoich ładunków, inni żądają tras z dłuższymi czasami tranzytu – powiedział Reuterowi Marcus Leaver, dyrektor operacyjny frachtu morskiego w Hellmann Worldwide Logistics, która organizuje przesyłki dla firm detalicznych.

Hiszpański detalista Mango, który podczas pandemii kontynuował sprzedaż online, powiedział Reuterowi, że obserwuje wzrost liczby rezygnacji z usług przez firmy spedycyjne. Dodał też, że 99 proc. importu z Azji odbywa się teraz drogą morską, ponieważ koszty transportu tą drogą wzrosły z powodu braku lotów i pierwszeństwa dla sprzętu medycznego.

Jay Foreman, CEO z Florydy, dostawcy zabawek Basic Fun, który dostarcza towar takim sieciom detalicznym jak Walmart i Target Corp, powiedział Reuterowi, że spodziewa się w tym roku 20 proc. spadku działalności. Rzeczywiście perspektywy sprzedaży detalicznej są słabe: Euromonitor prognozuje, że sprzedaż detaliczna w USA spadnie w tym roku o ponad 6 procent. Wszystkie te wyliczenia nie są w stanie uwzględnić wpływu ewentualnej drugiej fali pandemii wywoływanego z wirusa, który pojawił się w Chinach pod koniec zeszłego roku, a obecnie występuje na całym globie.

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Koronawirus a transport