Partnerzy serwisu:

Pandemia obnaża słabość większości polskich firm transportowych

Aleksander Domański 25.05.2020

Pandemia obnaża słabość większości polskich firm transportowych
fot. Pixabay
Transport i logistyka to jeden z filarów polskiej gospodarki odpowiadający za od 6 do 7 proc. naszego PKB. Wedle badań Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców 40 proc. kabotażu i 17 proc. wszystkich przewozów w Unii Europejskiej jest obsługiwane przez polskie firmy transportowe. Wydawałoby się więc, że polscy przewoźnicy mają bardzo mocną pozycję na rynku. Pandemia wykazuje jednak boleśnie, że jest to sukces budowany na lichych podstawach.
– Jesteśmy kolosem na glinianych nogach. Jak nafaszerowany kulturysta. Jest masa, ale nie ma siły. Nie chcę być złym prorokiem, ale w najbliższym czasie można się spodziewać upadku kilkunastu do nawet kilkudziesięciu procent firm przewozowych z Polski – prognozuje dla portalu money.pl Maciej Wroński, prezes organizacji przewoźników Transport i Logistyka Polska.

Zgodnie z danymi TiLP, w naszym kraju działa 125 tys. firm w branży transportowej, które zatrudniają około 700 tysięcy osób. Liczby imponują, ale ponad 90 proc. z opisywanych pomiotów to małe przedsiębiorstwa wygrywające z konkurencją niskimi marżami. W dobie kryzysu, jaki spowodował wirus z Wuhan, małe firmy bez nabudowanego kapitału mają poważny problem. Więcej jest chętnych do wożenia towaru niż samego towaru. Nie ma rezerwy finansowej, nie ma zarobku, a zadłużenie polskich przewoźników z tytułu leasingu wynosi około 17 mld zł.

W ankiecie TiLP przedstawionej przez money.pl 47,5 proc. firm transportowych stwierdziło, że musiało znacznie ograniczyć działalność. Dalsze 45,9 proc. musiało to zrobić częściowo. Zaledwie 4,9 proc. podmiotów działa tak jak przed kryzysem wywołanym przez pandemię. Co gorsze, tylko te 5 proc. przewoźników nie zamierza zwalniać. Widać to już na rynku pracy. W połowie zeszłego roku problemy mieli pracodawcy niemogący znaleźć kierowców. Teraz na jedną ofertę zatrudnienia zgłasza się co najmniej kilkunastu chętnych.

Polski przemysł transportowy, który od początku lat 90. XX wieku budował swoją pozycję na rynku europejskim, nie był jeszcze w takiej zapaści. Wiele firm może nie wytrzymać presji, jaką wywiera na nie obecna sytuacja. Pamiętać należy, że nikt tak naprawdę nie wie, ile potrwa załamanie spowodowane pandemią koronawirusa oraz jak mocna będzie redukcja na rynkach.

– Nie jesteśmy potęgą. Irytuje mnie powtarzanie tego w kółko. To, że wykonujemy dużo przewozów, ma małe znaczenie w sytuacji, kiedy nasze marże są na poziomie znacznie niższym niż w Europie Zachodniej – dosadnie przedstawia sytuację Wroński. – Rzemiosło polegające na tym, że mam 3 tiry i zarządzam ich pracą jak w latach 90., przechodzi do historii. Wygrywają skomputeryzowane procesy, platformy cyfrowe i podmioty zarządzające setkami pojazdów – podsumowuje swój wywód Wroński.

Tylko że obecnie nie posiadając odpowiednich pieniędzy, nie sposób się przestawić na zupełnie inny tryb działania. A koniunktura gospodarcza sprzed pandemii, która pozwalała rosnąć naszym przewoźnikom, ma nie wrócić w dającej się przewidzieć perspektywie. Tak wynika z analiz ekonomistów Pekao, które przedstawiła Polska Agencja Prasowa. Ekspertyza twierdzi, że wszystkie główne światowe gospodarki czeka recesja. Ma ona przypominać tę z lat 2007-2009, ale jej efekty w stałej stracie produkcji wystąpiły o wiele szybciej.
PARTNERZY DZIAŁU



Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Koronawirus a transport