Partnerzy serwisu:

Przewoźnicy nie zostawiają suchej nitki na eToll

Redakcja 20.04.2021

Przewoźnicy nie zostawiają suchej nitki na eToll
fot. viatoll.pl
Grozi nam gigantyczny chaos drogowy – mimo wydania kilkuset milionów złotych na eToll zamiast systemu jest aplikacja, która jest dopiero testowana. Zastąpienie starego systemu nowym oddala się w czasie, przez co już za kilka miesięcy może dojść do sytuacji, w której państwo przestanie zarabiać miliardy złotych na utrzymanie dróg.
Sejm przyjął ustawę, która zakłada, że obecny system poboru opłat drogowych ViaToll nie wygaśnie jak planowano 30 czerwca, lecz jeszcze przez kolejne trzy miesiące będzie działał równolegle z nowo wprowadzanym systemem satelitarnym eToll. To już drugie przesunięcie daty wprowadzenia nowego systemu. Teoretycznie chodzi o wyjście naprzeciw oczekiwaniom przewoźników, którzy dzięki temu zyskają czas na dostosowanie się do zmian. Przedsiębiorcy nadal mają duże zastrzeżenia nie tylko do sposobu wprowadzenia zmian, ale również do samego systemu, a raczej jego braku.

Jeszcze do niedawna jako dzień, wraz z którym wygaśnie obecny system poboru opłat ViaToll wskazywany był 30 czerwca. Od lipca kierowcy pojazdów ważących więcej niż 3,5 t. mieli korzystać wyłącznie z nowego systemu eToll opartego na technologii satelitarnej. W środę 14 kwietnia Ministerstwo Finansów poinformowało jednak, że na prośbę przewoźników, którzy potrzebują więcej czasu, by przygotować się do nowych rozwiązań, działanie starego systemu zostanie przedłużone. Wydłuży się tym samym okres przejściowy, w którym będzie można przetestować nowe narzędzie.

Wydłużony okres przejściowy z pewnością się przyda. Po zmianie harmonogramu wdrażania nowego systemu okres, w którym dwa systemy funkcjonowałyby równolegle wynosiłby niecały miesiąc (rejestracja w systemie ma ruszyć na początku czerwca), tymczasem przewoźnicy już wcześniej wskazywali, że optymalnym okresem byłoby pół roku.

Podczas prac w Sejmie przewoźnicy zwracali jednak uwagę, że to nie brak przygotowania po stronie przedsiębiorców, lecz pośpieszne wdrażanie rozwiązań po stronie administracji i brak wcześniejszego dialogu z branżą jest obecnie większym problemem.

Terminy za krótkie dla obu stron

– Nie było konsultacji. Projekt pojawił się w Sejmie i zaraz był procedowany. Nie mamy nawet szansy, aby jakiekolwiek wnioski zgłosić do tego projektu. My mamy naprawiać błędy wynikające z pośpiechu i nieprzemyślanych, politycznych decyzji – mówił podczas prac w Sejmie Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych.

– Nowy system w zasadzie ignoruje wszystkie nasze uwagi. Od sierpnia zeszłego do Ministra Finansów wysłaliśmy 4 pisma opisując uwagi i nasze zastrzeżenia i propozycje. Na jednym ze spotkań dowiadujemy się, że system już funkcjonuje i można go wdrożyć – wskazywał.

W nowym systemie opłaty mają być naliczane na podstawie danych geolokalizacyjnych przesyłanych za pomocą dowolnego urządzenia – aplikacji na smartfon, OBU/ZSL czy urządzenia EETS. Jedynie aplikacja na smartfon jest z założenia bezkosztowa dla przedsiębiorców, pozostałe urządzenia mają być udostępniane na warunkach rynkowych. To budzi ogromny sprzeciw przedsiębiorców.

Publiczna danina, rynkowe narzędzia

– My mamy obowiązek wnoszenia opłaty za korzystanie z dróg i poczuwamy się do tego, ale skoro mamy wnosić opłatę, to państwo musi nam to umożliwić dostarczając urządzenia pokładowe – mówi Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców Transport i Logistyka. Tymczasem, jak mówi, zapewnienie dostępu do systemu, które powinno być zadaniem państwa, zostało przerzucone na prywatne firmy, które będą „sprzedawały” ten dostęp na zasadach rynkowych. – Budzi to moje zdumienie nad stopniem arogancji twórców tego systemu – mówi Maciej Wroński.

Jak zauważa, na dziś nie jest pewne czy w momencie startu systemu będzie na rynku dostateczna liczba urządzeń i na jakich warunkach będą one udostępniane. – Sami mamy to sobie uzgadniać. To jest jak „republika bananowa”. Dlaczego, skoro jesteśmy zobowiązani do wnoszenia jakiejś opłaty mamy wnosić nie samą opłatę tylko jakieś dodatkowe haracze tylko dlatego, że ktoś nie chciał ponosić kosztów systemu i przerzucił je na zewnątrz? – pyta przedstawiciel przewoźników.

Podkreśla, że żadna z akceptowalnych przez firmy transportowe metod wnoszenia opłaty nie jest zagwarantowana przez państwo. Za taką bowiem, z jego punktu widzenia, nie można uznać bezpłatnej aplikacji na smartfon.

– Smartfon nie jest urządzeniem do profesjonalnego użytku – zaznacza Maciej Wroński. – Nie do takiego celu został wyprodukowany i nie daje gwarancji niezawodności – dodaje podkreślając, że ewentualne konsekwencje nieprawidłowego działania takich urządzeń obciążą przedsiębiorców, którzy są zobligowani do kontroli prawidłowej pracy urządzenia.

W podobnym tonie wypowiada się Jan Buczek z ZMPD. – Kierowcy nie wolno w czasie jazdy ani rozmawiać przez telefon, ani wysyłać SMS-ów, ani sprawdzać czy telefon jest włączony i czy wysyła dane – mówi zwracając uwagę, że w przypadku przerwy w przesyle danych trwającej dłużej niż 15 minut kierowca np. autokaru, w myśl nowych zasad, powinien zjechać na pobocze lub parking i zatrzymać się. – Trzeba być pozbawionym wyobraźni, by wpaść na takie pomysły – stwierdził podczas prac w sejmowej komisji prezes ZMPD.

Obaj przedstawiciele branży podkreślają, że aplikacja to bardzo dobry pomysł jednak tylko jako dodatkowa opcja dla tych, którzy korzystają z systemu okazjonalnie, natomiast do regularnego wnoszenia opłat podstawą powinno być urządzenie pokładowe zapewnione przez państwo. – Tak jest w całej Europie – mówi Maciej Wroński stwierdzając, że proponowane obecnie rozwiązania to nic innego jak próba przerzucenia kosztów systemu na przedsiębiorców.

Skoro ma być taniej, dlaczego trzeba płacić więcej

Sprzeciw przedsiębiorców budzi także zaplanowana coroczna waloryzacja stawki opłat, która ma rosnąć wraz ze wskaźnikiem inflacji. – Inflacja nie wskazuje na to, że wzrosły koszty utrzymania infrastruktury – mówi Maciej Wroński, który nie znajduje uzasadnienia dla tego rozwiązania.

Podczas dyskusji w Sejmie zwracano uwagę, że to, oprócz kosztu zakupu urządzeń na nieznanych na razie zasadach, dodatkowy koszt, który obciąży przedsiębiorców. – Ten projekt w znaczący sposób wpłynie na koszty transportu drogowego – mówił poseł Mirosław Suchoń. – To nie tylko kwestia opłat za kilometry, ale za ewidencję przebiegu po drogach płatnych, dostosowanie procedur. Będzie w znaczący sposób negatywnie oddziaływał na polskie firmy, a co za tym idzie, przyczyni się do wzrostu cen w sklepach – mówił. Przypomniał jednocześnie, że projekt zakłada wzrost wpływów do Krajowego Funduszu Drogowego z tytułu waloryzacji o ponad 800 mln zł.

Posłowie domagali się od przedstawicieli rządu oszacowania kosztów wdrożenia systemu jakie poniosą przedsiębiorcy. Pytali także dlaczego, biorąc pod uwagę, że nowy system ma być tańszy w utrzymaniu, przedsiębiorcy mają ponosić de facto wyższe koszty.

Co pilne do zmiany

Przewoźnicy są zgodni co do tego, że firmy transportowe powinny mieć zagwarantowany dostęp do podstawowego urządzenia pokładowego. – Jeśli już rząd chce przerzucić na użytkowników oprócz samej opłaty jakieś dodatkowe koszty funkcjonowania systemu, to niech chociaż określi warunki udostępniania urządzeń – mówi Maciej Wroński.

Dodaje, że pilną do rozstrzygnięcia kwestią jest także sprawa transferu danych związanych z udostępnianiem lokalizacji, która także została przerzucona na użytkowników. Te kwestie dotychczas nie zostały rozwiązane i na razie nic nie zapowiada zmian.

Przedstawiciel związku Transport i Logistyka przedstawił jeszcze inny pomysł – apelował o nienakładanie kar w początkowym okresie funkcjonowania systemu w sytuacji, gdy opłata nie zostanie naliczona np. ze względu na niedziałanie telefonu czy aplikacji. – Prosiłbym, by służby nas informowały w jakiej kwocie nie wpłynęły opłaty i dały nam czas na ich uregulowanie, bez nakładania kar – mówił w Sejmie Maciej Wroński.

– Zabawa systemem poboru opłat i ciągłe migracje od jednego operatora do drugiego to działanie skrajnie nieodpowiedzialne. Rocznie przynosi on bezcenne 2 mld zł na rozwój i utrzymanie sieci drogowej, a mógłby o 1 mld zł więcej, gdyby nie niezrozumiała decyzja o zaprzestaniu jego rozszerzania kilka lat temu. To wszystko jest tak absurdalne, że mogłoby się przydarzyć tylko w kraju cierpiącym na nadmiar pieniędzy na inwestycje drogowe, a póki co Polska takim krajem nie jest – komentuje Adrian Furgalski, Prezes Zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.
PARTNERZY DZIAŁU


Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony