Partnerzy serwisu:

Samochody elektryczne. Czekamy na spadek cen, albo dopłaty

Elżbieta Pałys 18.05.2020

Samochody elektryczne. Czekamy na spadek cen, albo dopłaty
fot. Pixabay
Oczekiwanie na zapowiedziane dopłaty do zakupu to jeden z czynników, które mogą hamować sprzedaż samochodów elektrycznych – wskazuje Marcin Korolec, prezes Fundacji Promocji Samochodów Elektrycznych. Rynek wyraźnie drgnie dopiero wtedy, gdy obiecane dotacje się zmaterializują, albo gdy cena auta na prąd zbliży się do tej, której musimy zapłacić za samochód z silnikiem spalinowym.
Na koniec 2019 roku w Polsce było zarejestrowanych niespełna 9 tys. samochodów elektrycznych i hybrydowych. Tymczasem według rządowych prognoz w tym czasie miało ich być 32 tys. Gdyby spojrzeć na statystyki dotyczące ich sprzedaży w pierwszym kwartale tego roku, okazuje się, że samochodów z ekologicznym silnikiem sprzedano u nas aż 50 razy mniej niż w Niemczech. Z czego wynikają te liczy? Na to pytanie szukano odpowiedzi podczas jednej z sesji odbywającego się online Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Prezes Fundacji Promocji Samochodów Elektrycznych uważa, że jedna z przyczyn tkwi w niezrealizowanych do tej pory dopłatach do zakupu elektryków. – Rząd obiecał bardzo szczodry system wsparcia dla samochodów elektrycznych, przez to kompletnie zamroził rynek, bo obiecał i nie zrealizował – mówił Marcin Korolec. – Teraz ani ludzie się nie palą, by kupować dzisiaj samochody skoro być może za miesiąc będzie wsparcie, ani producenci nie dają dużej oferty, bo nie ma systemu wsparcie. Jesteśmy w zaklętym kole – stwierdził.

Żeby z niego wyjść musimy przede wszystkim, bez względu na kryzys, który spowoduje koronawirus, utrzymywać normy dotyczące dopuszczalnych limitów dwutlenku węgla z rury wydechowej, uważa przedstawiciel stowarzyszenia. To właśnie ustanowienie norm w tym zakresie zapoczątkowało rozwój rynku samochodów elektrycznych w Europie, zmuszając koncerny, by określony odsetek sprzedawanych przez nie aut stanowiły te zasilane z gniazdka. Na razie jednak ich produkty są one sprzedawane głównie w krajach poza Polską. U nas barierą pozostaje cena.

Optymistycznie należy jednak przyjąć, że wraz z rosnącą liczbą tych pojazdów, będą one stopniowo tanieć. Obecnie, jak mówił Marcin Korolec, średnio koszt baterii do pojazdu elektrycznego tanieje o ok. 25 proc. w ciągu roku. – Przewiduje się, że zrównanie cen samochodów elektrycznych i spalinowych nastąpi być może około 2023 roku – stwierdza ekspert. Zatem przełom nastąpi albo na skutek wzrostu organicznego, albo z sprawa dopłat.

Złamany zostanie także mit o tym, że samochody elektryczne są tylko dla bogatych. Już niedługo będzie można uznać, że auto elektryczne jest „strukturalnie tańsze” od spalinowego jeśli uwzględnimy nie tylko jednostkowy koszt zakupu, ale wszystkie koszty związane z użytkowaniem, w tym także bardziej trwałe, umożliwiający dłuższy przebieg, silnik.

Rozwijamy pojazdy na prąd, ale jednocześnie robimy przymiarki do wodoru. – Wodór to paliwo przyszłości, bardzo czyste, może być produkowane w oparciu o odnawialne źródła energii – mówił podczas EEC Prezes PGNiG Jerzy Kwieciński. Przyznał, że liczy na jego wykorzystanie nie tylko w transporcie indywidualnym, ale przede wszystkim publicznym. Na razie w Polsce pojazdy na wodór można policzyć na palcach jednej ręki, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że nie ma na razie żadnej stacji ładowania.

Wybudowanie pierwszej stacji wodorowej zapowiedziało PGNiG. Ma ona powstać przy warszawskiej siedzibie spółki. – Możliwość tankowania rozwinie ten segment rynku zarówno w transporcie osobowym, ale szczególnie miejskim – powiedział Jerzy Kwieciński przypominając jednocześnie, że PGNiG ma także plany dotyczące produkcji wodoru i transportowanie go siecią.


PARTNERZY DZIAŁU


Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
#Wodór w transporcie
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony