Partnerzy serwisu:

Transport łapie oddech po koronawirusie

Redakcja 21.08.2020

Transport łapie oddech po koronawirusie
fot. Pixabay
Pandemia koronawirusa spowodowała bardzo trudną sytuację dla branży TSL. Jeszcze w marcu problemem były kolejki na granicach europejskich, ale teraz firmy transportowe muszą zmierzyć się z długoterminowymi skutkami ekonomicznymi.
Polski transport – kolos na glinianych nogach

Z raportu „Road freight market size in Europe” wynika, że w 2018 roku wartość europejskiego rynku transportu drogowego była szacowana na 341,5 miliardów euro. Z tej sumy aż 16,4% to obroty polskich przewoźników. Imponujący wynik nie powinien jednak przysłaniać faktu, że branża ta w Polsce jest mocno rozdrobniona, a większość firm transportowych to niewielkie, często rodzinne przedsiębiorstwa. Ten rok mogą one w zasadzie spisać na straty, a w 2021 r. czekają je kolejne wyzwania, które mogą oznaczać wzrost obciążeń związanych z prowadzeniem działalności.

Dla małych i średnich firm spadające przychody połączone ze wzrostem kosztów stałych mogą zagrażać dalszemu istnieniu, zwłaszcza po wyczerpaniu się pomocy i środków finansowych z tegorocznej tarczy antykryzysowej. Subwencję PFR otrzymało blisko 30 tys. firm zajmujących się transportem, w których pracuje 271 tys. osób. Przedsiębiorstwa te dostały łącznie ok. 4,7 mld zł, jednak nawet do 75% z tych pieniędzy będą musiały zwrócić w przyszłym roku.

Gospodarka europejska powoli zaczyna wychodzić z głębokiego dołka po rekordowych spadkach PKB w II kwartale. Transport jest ściśle skorelowany z ogólną koniunkturą gospodarczą. Oznacza to, że na ścieżkę wzrostu rynek transportu powróci najwcześniej pod koniec tego roku lub początku 2021 r., o ile w Unii Europejskiej nie nastąpi gwałtowne zwiększenie liczby zakażeń.

Bez bankructw, ale i bez optymizmu

Chociaż dzięki wsparciu finansowemu udało się uniknąć fali bankructw, to nastroje w branży nie są najlepsze. Spadek przychodów niesie ze sobą cięcia kosztów lub ich odkładanie w czasie. Oznacza to przedłużanie lub renegocjowanie umów leasingowych oraz rezygnację z inwestycji poza najbardziej koniecznymi wydatkami. Pokazują to m.in. dane o rejestracjach nowych naczep, których sprzedaż od stycznia do lipca tego roku spadła w Polsce aż o 48,5% w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r.

Z badań INELO, producenta systemu GBox monitorującego ruch ciężarówek, wynika, że sytuację najlepiej oceniają firmy obsługujące rynek krajowy, natomiast o wiele większa niepewność panuje wśród przewoźników oferujących usługi międzynarodowego transportu. Ich sytuację dodatkowo komplikuje Pakiet Mobilności, czyli zmiany w regulacjach rynku transportu drogowego w Unii Europejskiej.

Pierwsze zmiany związane z Pakietem Mobilności zaczęły obowiązywać już 20 sierpnia 2020 r. i dotyczą nowych zasad odpoczynku. Kierowcy mają nocować w warunkach pozwalających na regenerację, czyli poza kabiną pojazdu. To tylko jeden z nowych wymogów, który przyczyni się do wzrostu kosztów funkcjonowania firm z branży. Do tego dochodzą regulacje krajowe. Od 2021 r. o blisko 8% wzrośnie jeszcze płaca minimalna, co też odczują przedsiębiorstwa wypłacające kierowcom jeżdżącym za granicę najczęściej najniższą krajową oraz ryczałt na nocleg i diety.

2021: nowy system poboru opłat i 300 tys. nowych smartfonów

W przyszłym roku przewoźnicy będą musieli sprostać kolejnemu wyzwaniu i potencjalnemu wzrostowi kosztów działalności. Rząd planuje bowiem wprowadzenie nowego systemu poboru opłat drogowych, który będzie bazował na technologii satelitarnej zamiast dotychczas obowiązującego systemu radiowego. Dla przewoźników oznacza to konieczność wymiany lub zakupu zupełnie nowego smartfona do transmisji danych i rozliczeń.

Z danych Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD) wynika, że w transporcie międzynarodowym pracuje ok. 300 tys. kierowców z Polski. Jeśli każdy z nich potrzebowałby nowego smartfona to potrzeba byłoby aż 300 tys. nowych urządzeń. Instalacja nowych urządzeń pokładowych przeznaczonych specjalnie do obsługi nowego systemu z lokalizatorem GPS również oznacza dodatkowe koszty dla branży idące w setkach milionów złotych.

– Okres wychodzenia z recesji to nie czas na eksperymenty z branżą transportową. Przewoźnicy i bez tego mają już sporo na głowie, gdyż muszą dostosować działalność do Pakietu Mobilności w warunkach spadku przychodów i wzrostu kosztów stałych – uważa Adrian Furgalski, prezes zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

– Nie oglądając się na system satelitarny można równolegle rozszerzać obecnie istniejący system na nowe odcinki. W ten sposób wyrównamy szanse biznesowe polskich firm z konkurencją z Bułgarii, Rumunii czy krajów nadbałtyckich, a jednocześnie zadbamy o wpływy do budżetu. Rozbudowa obecnie istniejącego systemu poboru opłat za drogi krajowe, która od 3 lat nie posunęła się ani o kilometr, pozwoli szybko zwiększyć wpływy nawet o 1 mld zł rocznie – podkreśla Furgalski.

PARTNERZY DZIAŁU



Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Koronawirus a transport