Partner serwisu
#Wojna Rosja - Ukraina - zobacz serwis specjalny!

 

Drogi | Pozostałe - Polska

Drogowa sól szkodzi! Ale co w zamian?

| Agnieszka Serbeńska źródło: RynekInfrastruktury.pl 30.12.2015

PARTNERZY DZIAŁU


 

Drogowa sól szkodzi! Ale co w zamian?

Więcej z regionu:

Polska

Podziel się ze znajomymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogo
emailLogowykopLogogooglePlusLogo

 

Ataki śniegu i ślizgawice wywołują paraliże komunikacyjne miast. Niestety, środki używane do walki z zimą niszczą nie tylko karoserie aut czy obuwie pieszych. Stają się też przyczyną zamierania przyulicznych drzew i krzewów. Używać do odladzania chlorku sodu, czyli popularnej soli, czy posypywać ulice piaskiem? To pytanie powraca wraz z pojawieniem się symptomów zimy.
Do odladzania i likwidowania śniegowych warstw służby drogowe używają mieszaniny piaskowo-solnej, związków soli (chlorków sodu, wapnia i magnezu) oraz piasków odpowiednich frakcji, a także żwirów. Żaden z tych materiałów nie jest jednak doskonały, biorąc pod uwagę zarówno potrzeby ruchu i przejezdności dróg, jak też ochrony zieleni w sąsiedztwie szklaków komunikacyjnych. Skażenie gleby środkami odladzającymi przyczynia się do wymierania znacznych połaci miejskiej zieleni. Są już hodowane gatunki drzew odporniejsze na zasolenie. Ale to na pewno nie jest rozwiązaniem problemu.

Solić czy posypywać?

– To złożony i wieloaspektowy problem – przyznaje dr inż. Włodzimierz Kita, adiunkt Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. – Myślę, że nie da się go rozwiązać w prosty sposób, chyba że zrobimy jak kraje północnej Europy, które zostawiają ulice przysypane śniegiem. Kolejne warstwy śniegu ubijają na drodze koła przejeżdżających pojazdów. Akcje odśnieżania prowadzone są wyłącznie na trasach newralgicznych komunikacyjnie. Z nich odgarnia się śnieg i ewentualnie minimalnie używa soli – zaznacza przyrodnik.

Czy w zimowym utrzymaniu miejskich ulic można zrezygnować z używania soli do zapobiegania i likwidowania śliskości? – Oczywiście. Można ulice posypywać piaskiem i żwirem – odpowiada Tadeusz Godlewski z Instytutu Badawczego Dróg i Mostów. – Ale po „białych” drogach nie można jechać z taką prędkością, jak po czarnej nawierzchni – zaznacza i dodaje, że piachem czy kruszywem nie doprowadzi się nawierzchni do takiego stanu, w jakim pojazd mógłby się poruszać z prędkością zbliżoną do tej osiąganej w normalnych warunkach pogodowych.

– Często zarzuca nam się, że stosujemy sól w zimowym utrzymaniu dróg. Piasek i żwir ma sens w małych miejscowościach i tam, gdzie długo utrzymuje się śnieg. W warunkach polskich miast soli nie da się uniknąć, szczególnie gdy w grę wchodzi zagrożenie paraliżem komunikacyjnym. Alternatywne środki, jak chlorek wapnia czy magnezu, są też solami, a więc również nie są wolne od szkodliwego działania – podkreśla Piotr Odorczuk z Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania w Krakowie.

Chlorki wapnia i magnezu są używane w takich temperaturach ujemnych, w których już nie działa chlorek sodu. Są to też środki kilkukrotnie droższe w stosunku do zwykłej soli. Jak szacuje Piotr Odorczuk średni koszt dobowy utrzymania krakowskich dróg w warunkach typowej zimy sięga do 800 – 900 tys. zł. Ta sama akcja wykonywana z użyciem chlorku wapnia kosztowałaby 2 mln zł. Ponadto chlorek wapnia wymaga specjalnych warunków przechowywania i przygotowania do użycia.

Kosztowna zamiana

W sezonie zimowym 2011/12 media nagłośniły warszawski pilotaż, polegający na zastosowaniu w zimowym utrzymaniu skandynawskiego wzoru, tj. mechanicznego odśnieżania dróg i posypywania ich żwirem. W ten sposób stolica sprawdzała na ile ta metoda może być tańsza w stosunku do tradycyjnej, wykorzystującej sól.

Chlorek sodu pozostał podstawowym środkiem używanym do likwidacji śliskości zimowej na stołecznych ulicach. – Szacuje się, że jedno posypanie jezdni chlorkiem sodu zastępuje trzykrotne posypanie takimi środkami uszorstniającymi jak piasek czy kruszywo. Dzięki zastosowaniu chlorku sodu eliminuje się koszty związane z usuwaniem w okresie wiosennym skutków stosowania piasku, na które należałoby przeznaczyć dodatkowe środki finansowe – podkreśla Zofia Kłyk z warszawskiego Zarządu Oczyszczania Miasta. Według obliczeń ZOM wiosenne sprzątanie może zwiększyć o około 70 proc. łączne koszty zimowego utrzymania ulic.

Ze stosowania soli zrezygnowały niektóre warszawskie dzielnice, które odpowiadają za utrzymanie ciągów gminnych. Są to jednak ulice po których nie kursują pojazdy komunikacji publicznej. Kruszywem posypywane są też drogi nieutwardzone. W Krakowie z kolei – jak zapewnia Piotr Odorczuk – piasek lub mieszaniny piasku i soli używane są na ciągach ruchu pieszo-rowerowego oraz tam, gdzie istnieją większe obszary zieleni.

Niestałość polskiej zimy

Wzór państw skandynawskich na pewno jest przykładem zachowań ekologicznych. Ale przyjęta tam metoda wynika przede wszystkim ze specyfiki położenia geograficznego, struktury terenu oraz klimatu, w którym zimy są długie, śnieżne a mrozy siarczyste. W walce z zimą sprzymierzeńcem są przepisy nakładające obowiązek stosowania opon zimowych, w tym też opon z kolcami (zakazanymi w Polsce), a także łańcuchów na kołach pojazdów ciężarowych.

W Polsce ograniczenie się do materiałów uszorstniających w utrzymaniu dróg jest niewystarczające. Specyfiką polskich zim jest zjawisko częstego przechodzenia temperatury przez zero, a więc nagłych przymrozków i natychmiast przychodzących odwilży, co wywołuje gołoledzie. Dlatego używanie soli zapobiegawczo przed nadejściem fali mrozu i po ścięciu wody na jezdni jest optymalnym rozwiązaniem pod względem skuteczności, a więc dość szybkiego zlikwidowania zagrożenia poślizgiem.

Niszczący nadmiar soli

Rodzaje i warunki stosowania środków do odladzania, jakie mogą być użyte na drogach publicznych reguluje rozporządzenie Ministra Środowiska z 2005 roku. Zgodnie z przepisami środkami dopuszczonymi w zapewnieniu przejezdności dróg są chlorki sodu, wapnia i magnezu. Zostały one uznane za neutralne dla środowiska naturalnego, pod warunkiem zachowania zalecanego dawkowania. Mimo wszystko nie udaje się uniknąć konsekwencji niszczącego nadmiaru soli.

– Z każdym odgarnięciem na pobocze „posolonego” śniegu przybywa soli i w końcu jej stężenie staje się tak duże, że rośliny nie są w stanie pobierać wody; stężenie roztworu glebowego soli jest za duże, by siła ssąca korzeni dała sobie z tym radę – tłumaczy Włodzimierz Kita.

Z zalegającymi zwałami śniegu, które przykrywają przyuliczną zieleń, wiąże się jeszcze jeden problem. Topnieją one dużo wolniej w stosunku warstw śniegu na otwartych powierzchniach. Gleba pozostaje więc dłużej zimna, rośliny dłużej pozostają pod śniegiem, a co za tym idzie – uaktywniają się grzyby chorobotwórcze. Niektóre wywołują tzw. pleśń śniegową, która jest powszechnym zjawiskiem, szczególnie na trawnikach, tam gdzie właśnie usypywane były zwały śniegu zgarnianego z jezdni.

Przyrodnicy coraz częściej otrzymują zlecenia na wykonanie ekspertyz dotyczących przyczyn obumierania roślin. – Diagnoza jest jednoznaczna. W przypadku zasolenia obumieranie dotyka całości nasadzenia w ciągach komunikacyjnych, a nie pojedynczych drzew, jak ma to miejsce w przypadku innych czynników wywołujących choroby roślin – tłumaczy przyrodnik. – Wykonujemy ekspertyzy przede wszystkim dla firm zajmujących się zielenią w miastach, które bronią się przed posądzeniem, że to one są winne, bo źle posadziły drzewa, np. za głęboko lub za płytko, albo przesuszyły korzenie – mówi Włodzimierz Kita.

Nauczyciel akademicki równocześnie podkreśla, że każdy pomysł pozwalający ograniczyć ilość soli wchłanianej do gleby i niszczącej roślinność, jest dobry. Jako przykład podaje, że na czas solenia można rośliny w sąsiedztwie ulic okrywać folią, a odkryć je po zgarnięciu śniegu z dróg.

Osłony przed „słonym” aerozolem i błotem

Spośród polskich miast Poznań był pierwszym stosującym zabezpieczenia roślin przyulicznych przed solą używaną do odladzania jezdni. W stolicy wielkopolski ponadto do nasadzeń dobiera się rośliny odporniejsze, adaptujące się do warunków miejskiego życia. Sadzi się też rośliny w pewnej odległości od jezdni czy stosuje się opaski brukowe i żwirowe nawierzchnie, ograniczające oddziaływanie soli.
Obecnie osłony roślin wykorzystują też inne miasta. Zabezpieczenia roślin stosuje już m.in. Kraków. W pasach drogowych rozstawiono tam słomiano-foliowe osłony na łącznej długości 2,4 km. Z kolei Zarząd Oczyszczania Miasta w Warszawie w tym sezonie zimowym rozstawił ich na łącznej długości ok. 16,5 tys. metrów. Słomiano-foliowe kurtyny chronią podłoże i rośliny przed szkodliwym działaniem rozpylanego aerozolu solnego i błota pośniegowego.

W Warszawie ponadto specjalne konstrukcje zabezpieczają 51 drzew posadzonych w ekologicznym podłożu. – Pod drzewami ustawione są wodoodporne skrzynie. Ochronią one nawiezioną latem urodzajną ziemię przed zanieczyszczeniami związanymi z zimowym utrzymaniem chodników. Uniemożliwią również składowanie pod drzewami odgarniętego śniegu – tłumaczy Zofia Kłyk. – Natomiast lipy przy ul. Marszałkowskiej mają ofoliowane misy, a rośliny na Rondzie Dmowskiego okryte zostały kapturami z agrowłókniny – dodaje.

Istotne znaczenie w ochronie roślin ma też sposób dawkowania i rozprowadzania środków odladzających. Technologię zapobiegania i likwidowania śliskości zimowej dla potrzeb warszawskiego ZOM opracował Instytut Badawczy Dróg i Mostów. Zgodnie z tym chlorek sodu jest zwilżany w trakcie posypywania solanką. – Ta metoda pozwala zmniejszyć ilość wysypywanej soli o około 25 proc. Ponadto wykonawcy zimowego utrzymania ulic zobowiązani są przez ZOM do posypywania 90 proc. rzeczywistej szerokości nawierzchni jezdni, tak aby nie zasypywać tymi środkami trawników, torowisk tramwajowych, chodników, przejść dla pieszych i przystanków komunikacji miejskiej – podkreśla Zofia Kłyk.

Coraz powszechniej w pługo-piaskarkach przedsiębiorstw wykonujących zimowe odśnieżanie instalowane są systemy sprawdzające m.in. ilości podawanego na drogi materiału. Ponadto stacje systemów pogodowych przewidują sytuacje na drogach i pomagają podejmować decyzje o użyciu środków odladzających, co eliminuje ich używanie w sytuacjach nieuzasadnionych.

Jednak w przypadku obywateli i podmiotów zobowiązanych do odśnieżania chodników przed swoimi posesjami nie ma możliwości prowadzenia kontroli ilości rozsypywanej soli. – Osoby, które rozsypują sól na przystankach czy przed swoimi domami, używają jej w nadmiarze nie zdając sobie sprawy z dalekosiężnych tego konsekwencji. Wystarczy warstwa centymetrowa śniegu spod której jeszcze prześwituje chodnik, a już na tym rozsypuje się niemałą warstwę soli. To związane jest z obawami przed odpowiedzialnością za wypadek przechodnia. Z jednej strony trudno byłoby udowodnić, że przyczyną zdarzenia był brak posolenia chodnika, z drugiej strony trudne do udowodnienia byłoby to, że przy panujących warunkach nie trzeba było sypać soli – zwraca uwagę Włodzimierz Kita.

Leczenie roślin

Stanem zdrowotnym roślin zajmuje się obecnie odrębny dział nauki, nazywany medycyną roślin. – W każdej medycynie – zwierząt, roślin, czy człowieka – zawsze zapobieganie jest najważniejsze – podkreśla Włodzimierz Kita. Z tego punktu widzenia wskazane jest ograniczenie środków odladzających. Przepłukanie bowiem podłoża roślin z nadmiaru soli jest w zasadzie nierealne. – Oczywiście, jeśli zasolenie gleby nastąpiło w niewielkim stopniu, to ratunkiem dla roślin jest obfite podlewanie – podkreśla przyrodnik z wrocławskiego uniwersytetu. Pomocą służą też preparaty, zawierające różne mikroelementy i związki, które wzmacniają odporność i podnoszą kondycję roślin.

Rośliny też same próbują sobie radzić. Na pewno łatwiej odzyskują siły, gdy po zimie wymagającej znacznego solenia, przychodzi zima łagodniejsza, nie wymagająca stosowania środków odladzających. – Najgorzej, gdy następuje kolejna ostra zima i za dużo soli trafia na drogi. Po takim sezonie rośliny nie wyzdrowieją; następuje kolejny etap choroby, z którego już się nie wyjdą – zaznacza Włodzimierz Kita.

Podziel się z innymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogoemailLogowykopLogogooglePlusLogo
Zobacz też

 

ŚLEDŹ NAS NA:
Zapisz się do newslettera:
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na:
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: ul. Sielecka 35, 00-738 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: ul. Sielecka 35, 00-738 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: ul. Sielecka 35, 00-738 Warszawa oraz ich poprawiania.
Śledź nasze wiadomości:
Zapisz się do newslettera:
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na:
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: ul. Sielecka 35, 00-738 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: ul. Sielecka 35, 00-738 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: ul. Sielecka 35, 00-738 Warszawa oraz ich poprawiania.

współpraca

 Rynek Kolejowy Rynek Lotniczy Transport Publiczny ZDG TOR
© ZDG TOR Sp. z o.o. | BM5