Partnerzy serwisu:

 

Drogi | Regulacje - Polska

Z. Kotlarek: By stanąć twarzą w twarz z problemem firm-teczek trzeba mieć dobre argumenty

| Agnieszka Serbeńska źródło: RynekInfrastruktury 25.04.2016

PARTNER DZIAŁU


 

Z. Kotlarek: By stanąć twarzą w twarz z problemem firm-teczek trzeba mieć dobre argumenty
fot. GDDKiA

Więcej z regionu:

Polska

Podziel się ze znajomymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogo
emailLogowykopLogogooglePlusLogo

 

Teoretycznie napływ zagranicznych firm do Polski mogłyby mieć plusy w postaci wniesienia przez nie know how. – Ale tak się nie dzieje. Praktycznie przyjeżdża kilka osób i realizują kontrakt w całości siłami polskimi. Korzyści są więc znikome, albo w ogóle ich nie ma. Firmy-teczki to problem. Żeby go rozwiązać najpierw należy zmierzyć się z unijnymi dyrektywami określającymi dostępność do rynków europejskich wszystkich podmiotów – mówi portalowi RynekInfrastruktury.pl Zbigniew Kotlarek, prezes zarządu Polskiego Kongresu Drogowego.
Problem tzw. firm w teczkach w polskim drogownictwie obecny jest od wielu lat. Zasadnicza fala ich napływu miała miejsce z chwilą uruchomienia unijnych środków perspektywy budżetowej 2007 – 2013, a w tej chwili mamy do czynienia z kolejną, powiązaną z unijnymi funduszami obecnej perspektywy.

Otwarci nadinterpretacją

Pojawienie się zagranicznych firm dysponujących w Polsce wyłącznie zapleczem biurowym wynika z ich poszukiwań tych rynków, gdzie istnieje zapotrzebowanie w zakresie budownictwa infrastrukturalnego. Polska, która w ostatnich latach nadgania braki w drogowych połączeniach, stała się atrakcyjnym miejscem. – Udział firm-teczek jest wyraźny z europejskich krajów, które zbudowały swoją potęgę w poprzednich unijnych projekcjach budżetowych. Zrobiły to dzięki temu, że środki dedykowane na budowę ich infrastruktury kierowały do wykorzystania przez własne rodzime firmy – przypomina Zbigniew Kotlarek, prezes Polskiego Kongresu Drogowego.

Takim przykładem, chętnie i wielokrotnie przytaczanym, jest Hiszpania. Wstępując do Unii Europejskiej wynegocjowała takie warunki, które pozwoliły ograniczyć udział firm z zewnątrz w realizacji infrastrukturalnych kontraktów. – Podobnie było we Włoszech. Ale przykład szczególnej formuły ochrony własnego rynku dają Niemcy. Nie polemizując z unijnymi dyrektywami i wymaganiami, stworzyły własny system, który dopuszcza wszystkie firmy, ale muszą one najpierw przejść określoną kwalifikację w standardach niemieckich. Ta kwalifikacja jest co roku weryfikowana poprzez ocenę dokonywaną przez instytucje federalne. To one stwierdzają czy dane firmy są w stanie spełnić wymagania postawione przez rynek niemiecki. Bez tej certyfikacji zagraniczne firmy praktycznie rzecz biorąc nie mogą uczestniczyć w postępowaniach przetargowych. Ta klasyfikacja określa też poziom im dopuszczalnych wartości kontraktów – tłumaczy Zbigniew Kotlarek.
Tego problemu nie udało się rozwiązać w Polsce, bo – jak wyjaśnia szef PKD – stosowaliśmy nadinterpretację unijnych dyrektyw. Unijne przepisy przyjmowaliśmy wprost, wychodząc z założenia, że skoro absorbujemy unijne fundusze nasz rynek musi być otwarty dla wszystkich europejskich firm. – Ale również dla firm z całego świata, stąd u nas pojawili się Chińczycy, Hindusi czy Turcy – dodaje Z. Kotlarek.

Odmienne intencje i rozliczenia

Prezes drogowego stowarzyszenia uważa że firmy-teczki należy eliminować z rynku, bo mają zupełnie inne założenia, zamierzenia i inne intencje niż firmy związane swoim potencjałem z rynkiem. – Firmy, takie jak włoskie czy hiszpańskie, rozdmuchały do ogromnych rozmiarów swoje potencjały, a teraz we własnych krajach nie mają zamówień publicznych w potrzebnej im skali – tłumaczy Zbigniew Kotlarek. – Ale też jest druga strona tego problemu. Przez minione lata w Polsce doprowadzono do takiej destrukcji i eliminacji polskiego wykonawstwa, że dzisiaj – poza kilkoma firmami – nie jest w stanie sprostać wymaganiom stawianym na dużych kontraktach – dodaje prezes PKD.

Ten negatywny obraz dopełnia niejasny i budzący wątpliwości system rozliczania przez firmy-teczki kosztów, dochodów, zysków i strat. Zatem zarzut kierowany w ich stronę dotyczy transferu za granicę ewentualnych korzyści wypracowanych w Polsce, a tutaj z kolei wykazywanych strat.

Firma-teczka z reguły wygrywa przetargi po bardzo niskich cenach, często wręcz dumpingowych. W konsekwencji prowadzi to do dramatycznych sytuacji. – Firma teczka nie związana z danym krajem może się zwinąć szybko i nie ma ani prawnego ani moralnego powiązania z zatrudnionymi podwykonawcami, rynkiem i zamawiającym. Jest więc w sensie braku tych powiązań niestabilna. Nie jest ona takim graczem, który ma wpływ na rozwój gospodarczy i go stymuluje – zaznacza Zbigniew Kotlarek. – Firma, która przychodzi do Polski i podejmuje projekt strategicznie ważny z punktu widzenia interesu państwa, okazuje się efemerydą. Oczywiście, niektóre z tych firm zostają w Polsce, ale nie uniknęliśmy przypadków, że po prostu znikały jak nie powiodło się na kontrakcie i nie wracały – dodaje.

Polskie firmy bez szans na rozwój

Jednak tym co najbardziej odczuł polski rynek i nadal odczuwa jest wykorzystywanie przez firmy-teczki podwykonawców. Na nich bowiem przerzucany jest ciężar i ryzyko kontraktu. – Dzisiaj już się trochę poprawiło. Zmiany przepisów nieco podniosły pozycję podwykonawców. Ale w przypadku firm-teczek formuła podwykonawstwa nie stymuluje rozwoju polskich firm, a wręcz umocowuje je na pozycji firmy gorszej kategorii. Patrząc z punktu widzenia interesu gospodarczego państwa te firmy się nie rozwijają. W tym systemie taka firma nie ma na to szans. Firma-teczka wygrywając kontrakt po najniższych cenach optymalizuje zyski i straty wyciskając maksymalnie wszystko z podwykonawców – podkreśla szef PKD.
Teoretycznie napływ zagranicznych firm do Polski mogłyby mieć plusy w postaci wniesienia przez nie know how. Ale to nie ma miejsca, więc korzyści ich obecności są znikome, albo w ogóle ich nie ma.

Zdaniem szefa drogowego stowarzyszenia, rozwiązanie tego problemu wymaga zmierzenia się z unijnymi dyrektywami określającymi dostępność do rynków europejskich wszystkich podmiotów. Jest to skomplikowane, bo istnieje obawa naruszenia pewnych zasad, co w konsekwencji przełoży się na zastopowanie możliwości uzyskiwania środków inwestycyjnych z europejskich instytucji finansowych i unijnych funduszy. – Problem polega na tym, że nikt nie chce się z tym zmierzyć, a więc spróbować przekonać unijnych urzędników oraz instytucji międzynarodowych do wprowadzenia własnych kryteriów w postępowaniach przetargowych. Dlatego problem jest odsuwany. By stanąć z nim twarzą w twarz trzeba mieć dobre argumenty. Ale przecież inni potrafili, czego dowodzą kraje starej piętnastki. Respektują one wszystkie wymagania unijne. A jednak Francja jest zamkniętym rynkiem. Niemcy, choć są otwarte, stworzyły system ochrony – zauważa Zbigniew Kotlarek.

Powstrzymująca nasze prace nad rozwiązaniem problemu jest też obawa, że przy zaostrzeniu pewnych naszych kryteriów preselekcyjnych inne kraje będą głośno protestowały, bo ogranicza się im dostęp do rynków, a tym samym do środków finansowych, które pochodzą ze wspólnotowej kasy. – To są zaszłości; problemy którym od początku naszej akcesji nie potrafiliśmy się przeciwstawić. To też problem okresu przedakcesyjnego, kiedy – na etapie projektów ISPA i Phare – wykreowano wysokie wymagania i kryteria. Dzisiaj to pokutuje i nie jest łatwe do naprawienia. Ale trzeba o tym mówić i o tym dyskutować – podkreśla prezes PKD.

Nie można kontynuować dotychczasowej formuły

Szef drogowego stowarzyszenia podkreśla potrzebę wypracowania takiego rozwiązania, które nie będzie barierą w dostępności do rynku, ale jednoznacznie ograniczy dostęp firmom-teczkom. Wśród elementów określających standardy i wymagania, jakim powinien sprostać oferent wystarczy określić czym w kraju powinien dysponować, jakim potencjałem, jakim zatrudnieniem i jaką ilością wykonanych robót.

– Fakt, że strona publiczna jest przekonana o potrzebie zmian – ocenia Zbigniew Kotlarek. – To jak dalece się uda je wypracować, konfrontując obawy urzędnicze wobec ewentualnego zarzutu o przekroczenie linii pomiędzy unijnymi dyrektywami a oczekiwaniami naszego rynku, a więc na ile uda się uzyskać konsensus, będzie stanowiło o naszym sukcesie. Zasada zrównoważonego podejścia do problemu jest tu fundamentalna. Nie można bowiem mówić, że nie dopuścimy nikogo, bo to na Polskę sprowadziłoby wiele problemów, ale też nie można kontynuować tej formuły, która jest do tej pory – podkreśla Zbigniew Kotlarek.

Podziel się z innymi:


facebookLogolinkedInLogolinkedInLogoemailLogowykopLogogooglePlusLogo
Zobacz też

 

ŚLEDŹ NAS NA:
Zapisz się do newslettera:
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na:
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa oraz ich poprawiania.
Śledź nasze wiadomości:
Zapisz się do newslettera:
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na:
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa oraz ich poprawiania.

współpraca

 Rynek Kolejowy Rynek Lotniczy Transport Publiczny IAB Polska ZDG TOR
© ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMS