Po raz kolejny przesuwa się termin otwarcia ofert na rozbudowę w Olsztynie sieci tramwajowej. Urząd Miasta zalewany jest pytaniami od potencjalnych oferentów. Urzędnicy skrupulatnie odpowiadają, jednak po cichu nie kryją obaw, że postępowanie może zakończyć się podobnie jak w innych miastach, gdzie oferty mocno wykroczyły poza przygotowany budżet. Stwierdzić nawet można, że w ostatnim czasie to norma.
Przed Olsztynem drugi etap rozbudowy sieci tramwajowej. Ten najmłodszy system miałby się powiększyć o tory prowadzące z osiedla Pieczewo ulicami Krasickiego, Synów Pułku, Wyszyńskiego i al. Piłsudskiego. Łącznie byłoby to ok. 6 km dwutorowej linii.
Przetarg na wybór wykonawcy ruszył 27 kwietnia i do tej pory nie doszło do otwarcia ofert. Termin ten kilkukrotnie przesuwano, czego powodem jest lawina pytań od potencjalnych oferentów.
– Ze względu na liczbę różnych zapytań ze strony przyszłych oferentów, przedłużyliśmy termin składania ofert. Powinniśmy je otrzymać na początku lipca – poinformował Piotr Grzymowicz, prezydent Olsztyna, podczas konferencji poświęconej rozwojowi kolei w Polsce Wschodniej.
Pierwotnie składanie ofert miało się zakończyć 12 czerwca. Obecnie wyznaczono już termin 5 lipca. Urząd Miasta odpowiedział już w sumie na ponad 300 pytań. A te potrafią być bardzo różne. W najnowszym zestawieniu miasto szczegółowo odpowiada na rozwiązania techniczne dotyczące pali podtrzymujących sieć trakcyjną, a także szczegółowo odpowiada na kwestie budowy ich fundamentów. Wcześniej oferentów interesowały również kwestie związane z biletomatami stacjonarnymi, które pojawią się na peronach tramwajowych, ale także oświetlenia ulicznego, gatunku stali do wykorzystania jako szyny. Pytań jest bardzo dużo i w większej mierze dotyczą szczegółowych rozwiązań technicznych.
Zaczyna być drogoO ile liczba pytań w przypadku takich postępowań nie jest niczym nadzwyczajnym, o tyle ostatnia tendencja w przetargach, gdzie oferty przewyższają budżet, staje się normą i zaczyna budzić niepokój w samorządach. – Jedno czego się boimy w naszym przetargu to cen, bo obserwujemy co się dzieje na rynku. Przykład Wrocławia i innych miast pokazuje, że niestety ceny wynikające z kosztorysów inwestorskich często są o 100% lub 150% wyższe – mówi Piotr Grzymowicz, prezydent miasta. Jak dodaje, taki obrót sprawy mocno uderza w samorządy. – Środków nie jest tak dużo, żeby na wszystko mogło wystarczyć – podkreśla.
Drogo w tramwajach, na kolei, w metrze i na drogachMiasto wyceniło inwestycję na 208 mln zł. Jednak przykłady
Wrocławia,
Bydgoszczy,
Gorzowa Wielkopolskiego,
Krakowa,
Gdańska czy
Łodzi w kwestii rozbudowy oraz remontu infrastruktury tramwajowej pokazują, że trudno może być zamknąć się w budżecie. W sporej części przetargów dochodzi bowiem do znacznego przekroczenia kosztorysu. Rynek tramwajowy nie jest tutaj wyjątkiem. Coraz częściej oferty na modernizację infrastruktury kolejowej i drogowej również wykraczają poza budżety zamówienia. Także Metro Warszawskie musi borykać się z drogimi ofertami. Na opracowanie projektu i budowę ostatniego odcinka zachodniego na Chrzanowie
Warszawa musiała dopłacić ponad 400 mln zł przy planowanym budżecie 1,2 mld zł. W analizach wyszło, że w przypadku powtórzenia przetargu, zaktualizowany kosztorys inwestorski powinien zostać podniesiony o jeszcze większą kwotę. Czy zatem Olsztyn przełamie tę złą passę?