Mostostal Kraków szykuje się do udziału w realizacji pierwszej elektrowni jądrowej. Choć jak mówi prezes Jacek Lech, firma nie spodziewa się, że atom będzie „game changerem” w przychodach firmy, to jednak inwestuje tak w kompetencje pracowników, jak i zaplecze produkcyjne. – Atom nie jest dla nas jednorazowym projektem, lecz długofalową strategią – mówi prezes Mostostalu Kraków.
Elżbieta Pałys, RynekInfrastruktury.pl: Jakie obszary działalności są obecnie kluczowe dla rozwoju Mostostalu Kraków?
Jacek Lech, prezes Mostostalu Kraków: Jeśli mówimy o „dzisiaj”, to kluczowy dla nas jest rynek niemiecki. Mam tu na myśli przede wszystkim stalowe obiekty mostowe w zakresie infrastruktury drogowej i kolejowej. Tu widzimy największą dynamikę wzrostu i na tym obszarze chcemy opierać przychody w kolejnych kwartałach. Od kilku lat przygotowujemy się do tego pod względem personalnym, certyfikacyjnym, a także w zakresie potencjału produkcyjnego – musimy mieć zdolność, by te elementy w Polsce wyprodukować, a następnie zmontować je na miejscu. Oczywiście nie zapominamy o naszym core businessie, czyli rynku polskim i rynku przemysłowym, gdzie również bardzo intensywnie ofertujemy.
A gdzie tu jest miejsce na atom? Do udziału w projekcie związanym z pierwszą w Polsce elektrownią atomową również przygotowujecie się od kilku lat.
J.L: Strategia, którą przyjęliśmy na lata 2022–2024, zakładała dywersyfikację spółki zarówno pod względem produktowym, jak i geograficznym. Rynek niemiecki to właśnie aspekt geograficzny. W obszarze produkcyjnym zdywersyfikowaliśmy naszą działalność tworząc dwa piony realizujące różne obszary. W ramach jednego z nich rozwijamy to, co wiąże się z energetyką jądrową.
O atomie myślimy od dawna. Pierwsze rozmowy z partnerami amerykańskimi i francuskimi – jeszcze zanim było wiadomo, kto będzie realizował ten projekt w Polsce – rozpoczęliśmy 5–6 lat temu. Te relacje z czasem stawały się coraz bardziej intensywne. Dzisiaj jesteśmy w tzw. wielkiej szóstce, czyli w gronie firm, które mają współpracować z generalnym wykonawcą. Zostaliśmy wytypowani przez Westinghouse do realizacji elementów stalowych na potrzeby wyspy energetycznej. Jesteśmy już po pierwszej fazie, czyli certyfikacji i przygotowujemy się do produkcji konstrukcji testowej, tzw. mockupu. Po jej pozytywnym wykonaniu przystąpimy do ofertowania na potrzeby właściwego bloku.
Co istotne, cała „wielka szóstka” ma z góry określony zakres prac. Nie konkurujemy między sobą – my wiemy, że będziemy realizować element CA20, a pozostałe firmy będą odpowiadać za inne komponenty. To dla nas bardzo ważne, ponieważ możemy skupić się na certyfikacji i jakości wykonania, zamiast na rywalizacji.
Niedawno w ramach wspomnianej „wielkiej szóstki” podpisaliście porozumienie o współdziałaniu przy projekcie jądrowym. Czy to tylko deklaracja czy realna współpraca?
J.L.: To realna współpraca. Współpracujemy zresztą ze sobą od wielu lat. Poprzez porozumienie chcieliśmy tę współpracę sformalizować i oficjalnie pokazać, że działamy wspólnie i wymieniamy się doświadczeniami, zwłaszcza w zakresie certyfikacji.
Przemysł jądrowy jest bardzo trudny, a każda spółka ma inne mocne i słabe strony, dlatego chcemy się dzielić wiedzą. Do tego dochodzi aspekt finansowy – planujemy wspólne działania, jak na przykład zamawianie materiałów, które w tego typu projektach są bardzo specyficzne. Chodzi o to, by cała „szóstka” była mocniejsza.
Czy macie do tego odpowiednie kadry?
J.L. W Polsce jest niewiele osób z doświadczeniem w energetyce jądrowej, dlatego inwestujemy w rozwój kadr. Trzy lata temu powołaliśmy zespół, który się szkolił i zdobywał certyfikaty. Dziś ta wiedza jest przekazywana w ramach naszej organizacji w dół. Z każdym kwartałem rosną nasze kompetencje i zdolność realizacji takich projektów.
Równolegle inwestujemy w potencjał produkcyjny. Nie chcemy realizować projektów jądrowych „przy okazji” innych zleceń, dlatego budujemy osobny zakład dedykowany wyłącznie energetyce jądrowej.
Energetyka jądrowa w Europie Środkowo-Wschodniej w ciągu najbliższych kilkunastu lat będzie się dynamicznie rozwijać, a my chcemy być częścią tego rynku. Dlatego realizujemy capex rzędu kilkudziesięciu milionów złotych. Dzięki temu powstanie nowoczesna hala spełniająca najwyższe standardy, zgodnie z wymaganiami strony amerykańskiej.
Czy dużo inwestując w nowy, istotny sektor istotny z punktu widzenia państwa polskiego, oczekujecie wsparcia strony publicznej?
J.L.: Nie czujemy się pozostawieni sami sobie. Pozytywnie oceniamy działanie PEJ w tym zakresie. Na tym etapie kluczowe jest wynegocjowanie local contentu w umowie zasadniczej z Westinghouse. To ułatwiłoby pozyskanie kontraktów.
To znaczy, że inwestując nie macie pewności, że uzyskacie kontrakt?
J.L.: Z punktu widzenia biznesowego: tak – wydajemy pieniądze i uczymy ludzi, nie mając pełnej gwarancji realizacji projektu, ale takie ryzyko w biznesie zawsze istnieje – każda spółka je zna. Nie uważamy jednak, by to ryzyko było duże i nie widzimy przesłanek, żeby strona amerykańska miała z nas zrezygnować.
Ale od razu uspokajam: nawet gdybyśmy finalnie takiego zlecenia nie dostali, to potencjał, który zbudujemy, wykorzystamy w bieżącej działalności Mostostalu. W hali produkcyjnej możemy produkować inne elementy, jak choćby obiekty mostowe.
Poza tym patrzymy szerzej – nie tylko na Choczewo, ale na Europę Środkowo-Wschodnią, czy SMR-y. Nie ukrywamy, że rozmawiamy też z innymi generalnymi wykonawcami, choćby ze stroną koreańską, która prawdopodobnie będzie realizować elektrownię w okolicach Konina. Dla nas atom to długofalowa strategia, a nie jeden projekt. Wiemy, że Amerykanie również szukają dostawców długoterminowo. Chcemy na stałe wejść do łańcucha dostaw – nie tylko dla Westinghouse, ale także innych generalnych wykonawców.
Czy to oznacza, że myślicie o tym, by w przyszłości wyjść w obszarze atomu poza granice Polski?
J.L.: Tak. Z naszego punktu widzenia nie ma różnicy, czy dostarczymy konstrukcję stalową do Choczewa, czy na przykład do Czech.
Paweł Śmigla, członek zarządu Mostostalu Kraków: W Europie będzie kilkanaście AP-1000 robionych przez Westinghouse – mówimy o Holandii, Bułgarii, Rumunii, a także – po zakończeniu działań zbrojnych – ośmiu blokach na Ukrainie. To jest ta sama technologia, te same moduły. My będziemy je produkować, a wysyłać możemy w każdy rejon Europy. Taki też cel ma Westinghouse – po to nas uczy, po to pokazuje nam to safety nuclear culture, żebyśmy mogli uczestniczyć w łańcuchu dostaw także na potrzeby innych projektów.
Amerykański generalny wykonawca na każdej konferencji otwarcie pokazuje, że są pewne asortymenty, które na pewno nie będą robione przez europejskie firmy i tu mieści się technologia „podawania” paliwa, dla której jest jeden dostawca z Ameryki. Pokazują też, które elementy można spokojnie produkować w Europie – i my tu jesteśmy uwzględnieni.
Rozumiem, że zależy Wam na tym, żeby pokazać się od jak najlepszej strony?
P. Ś.: Absolutnie. W perspektywie kilkunastu lat możemy mówić o renesansie energetyki jądrowej. Oprócz Polski będzie to także Ukraina i Bułgaria. Dla nas to cały czas produkt, który produkujemy i wysyłamy – lokalizacja nie ma znaczenia.
W Polsce dużo się będzie już w najbliższych dwóch latach jeśli chodzi o pierwszy blok, potem będzie drugi i trzeci. Równolegle będzie Bułgaria, która obecnie jest już zaawansowana. W przypadku Ukrainy jeszcze chwilę to potrwa, ale w ciągu najbliższych dziesięciu lat te procesy inwestycyjne będą miały miejsce.
Wy będziecie zaangażowani na tym początkowym etapie najbardziej?
P.Ś.: To, co my robimy, to tzw. długoterminowe zamawiane elementy, realizowane niezależnie od tego, co dzieje się na budowie. Generalny wykonawca zamawia moduły, my je produkujemy i czasami przez jakiś okres składujemy w zakładzie. Elementy powstają z wyprzedzeniem, by później nie dochodziło do opóźnień na etapie realizacji. To jest etap, w który się wpisujemy. Jeszcze nie ma podpisanej umowy, nie ma robót na budowie, a już są zlecenia dla firm produkcyjnych.
Kiedy więc Mostostal Kraków może otrzymać pierwsze zlecenie?
P. Ś.: W perspektywie kilku miesięcy pojawią się zlecenia dotyczące pierwszego bloku, a na początku przyszłego roku będą zlecenia na drugi blok.
Jak ta „atomowa” działalność może wpłynie na wyniki Mostostalu Kraków?
J.L.: Na razie nie uwzględniamy żadnych kwot z działalności atomowej w prognozach. Uwzględniamy natomiast capex. Nie spodziewamy się też, że to będzie dla nas „game changer” jeśli chodzi o przychody, choć może poprawić marżę.
Jakie są największe bariery w rozwoju tego nowego obszaru działalności?
P. Ś.: Największą barierą są ludzie. Szkolimy pracowników, oni nabywają uprawnienia, zdobywają certyfikaty, ale liczba tych osób na rynku polskim jest ograniczona. Obawiamy się, że może nastąpić rotacja – ktoś wyszkolony, z certyfikatami i bardzo dobrym ratingiem na rynku, nie będzie na przykład chciał pracował w Krakowie, tylko wyjedzie do innego miasta. To ryzyko staramy się ograniczać, ale ono jest kluczowe.
J.L: Oficjalnie mówi się, że przy budowie elektrowni w piku będzie pracowało 30 tysięcy osób.
Jako Mostostal podjęliśmy różne inicjatywy w celu pozyskania przyszłych pracowników. Wspólnie z Politechniką Krakowską pracujemy nad studiami drugiego stopnia w tematyce elektrowni jądrowej. Chcemy, wspólnie z kolegami z UDET-u, NCBJ i Polskich Elektrowni Jądrowych, współtworzyć ten kierunek.
Dodatkowo współpracujemy ze szkołami zawodowymi I stopnia. Mamy już jedną szkołę w Libiążu, rozmawiamy z kilkoma innymi w Krakowie i w Gdańsku. Chcielibyśmy stworzyć szkoły branżowe, które wykształcą pracowników mogących w przyszłości pracować zarówno w zakładach produkcyjnych Mostostalu Kraków, jak i na budowie.
Dzięki tym inicjatywom pierwsi uczniowie i studenci już za półtora roku mogliby być w pewnym stopniu przygotowani choćby w zakresie „safety culture”. Wiemy, że pozostałe firmy również myślą o uczestnictwie w procesie kształcenia kadr studenckich i pracowników fizycznych, by wzmocnić zasoby kadrowe.
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem
zgody na:
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów
zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji
handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu
w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z
siedzibą w Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa oraz ich poprawiania.