W Polsce elektryczne maszyny budowlane wciąż stanowią ciekawostkę, a napędzane prądem ciężarówki można policzyć na palcach jednej ręki. Budowlańcy chcieliby ich używać, ale skarżą się na wysokie ceny i problemy z ładowaniem..
Według firmy badawczej IDTechEx maszyny budowlane odpowiadają za ponad 1,1 proc. globalnej emisji CO2. Dlatego eliminacja paliw kopalnych z tego sektora ma istotne znaczenie dla dekarbonizacji gospodarki, jak i samej branży budowlanej.
Ten trend będą napędzać nie tylko klimatyczne zobowiązania podejmowane przez rządy poszczególnych państw, czy międzynarodowych organizacji, takich jak Unia Europejska. Do zmian – zwłaszcza w zakresie kompaktowych maszyn, czyli minikoparek, ładowarek czy wywrotek – będzie motywować również polityka miast, które wprowadzają strefy bezemisyjnego transportu. Przykładem jest norweskie Oslo, które do 2025 r. zakłada elektryfikację wszystkich komunalnych placów budowy, a do 2030 r. pozostałych projektów budowlanych prowadzonych na terenie miasta.
Choć zamożna Norwegia jest europejskim prymusem elektromobilności, to również w innych krajach należy spodziewać się w przyszłości podobnych inicjatyw. Celem – poza kwestiami klimatycznymi – jest m.in. zmniejszenie poziomu hałasu dla otoczenia oraz poprawa warunków pracy dla operatorów maszyn i budowlańców.
Chcieć to nie zawsze znaczy móc
Tyle w teorii, a jak obecna rzeczywistość wygląda w praktyce? O to portal WysokieNapiecie.pl zapytał przedstawicieli największych producentów materiałów budowlanych oraz generalnych wykonawców.
Andrzej Losor, członek zarządu Górażdże Cement, powiedział nam, że elektromobilność stanowi jeden z celów grupy, ale ograniczeniem jest dostępność tego typu maszyn i wozideł technologicznych.– Dziś trudno wyobrazić masowe zastosowanie elektrycznych wozideł, które byłyby w stanie pozwolić na transport urobku ważącego kilkadziesiąt ton. W przypadku Grupy Górażdże transport kamienia wapiennego odbywa się za pomocą napędzanego energią elektryczną taśmociągu – wskazał Losor.
Z kolei Mateusz Piotrowski, dyrektor komunikacji i relacji zewnętrznych Lafarge w Polsce poinformował nas, że obecnie grupa nie posiada w swoich kopalniach kruszyw w pełni elektrycznych maszyn, gdyż na rynku trudno o takie pojazdy, które spełniałyby oczekiwania cementowego koncernu.
– Takie maszyny wymagają ogromnej mocy, a więc musiałyby mieć również ogromne baterie. Ponadto nie ma obecnie infrastruktury w kopalniach, która pozwalałaby ładować takie pojazdy – stwierdził Piotrowski.
Gdzie na budowach pracują elektryczne koparki i spychacze? Czy Budowlany ślad węglowy rośnie? Kiedy doczekamy się zeroemisyjnych kopalni? Dlaczego ładowarki do aut w kierunku Ukrainy są tak ważne? O tym w dalszej części artykułu
na portalu WysokieNapiecie.pl