MIRBUD podpisał niedawno trzecią umowę realizowaną w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Tym razem chodzi o budowę i utrzymanie dróg w Markach pod Warszawą. Spółka ocenia, że samorządy coraz częściej będą sięgać po PPP przy dużych inwestycjach infrastrukturalnych, a wartość takich projektów będzie rosła. – Będą się pojawiały projekty za miliard i więcej – ocenia mówi Marek Gola, dyrektor ds. rozwoju w MIRBUDZIE. – I to nas bardzo interesuje. Czekamy na nie – mówi.
Elżbieta Pałys, RynekInfrastruktury.pl: Podpisaliście niedawno umowę na budowę i utrzymanie dróg w Markach pod Warszawą w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. To nie pierwszy projekt PPP realizowany przez Mirbud?Marek Gola, dyrektor ds. rozwoju, MIRBUD: Trzeci. Pierwszy dotyczył dróg w Wałczu, które już wybudowaliśmy i teraz projekt jest na etapie utrzymania. To było proste zadanie, bo tylko dwa kilometry dróg osiedlowych, ale chcieliśmy sprawdzić, czy ten model w ogóle nas interesuje.
W PPP realizujemy też basen w Łodzi, obecnie jesteśmy mniej więcej w połowie budowy. W drugiej połowie przyszłego roku powinien zostać oddany do użytkowania. Później przez 20 lat miasto będzie spłacało środki wydane przez nas na budowę, a my będziemy przez dwie dekady odpowiadać za utrzymanie techniczne tego obiektu. I to jest to, co warto podkreślić: formuła PPP powoduje, że partner prywatny odpowiada za wykonaną przez siebie infrastrukturę – realizuje ją więc według najwyższych standardów, z materiałów najlepszej jakości. I tak też będzie w przypadku dróg w Markach.
Oczywiście osiemnastoletnie utrzymanie nie oznacza, że będziemy odśnieżać albo kosić trawę. My odpowiadamy za twardą infrastrukturę: jeśli pojawi się dziura – naprawiamy ją, jeśli przestanie świecić lampa – przyjeżdżamy i ją wymieniamy. Miasto Marki będzie utrzymywało drogi objęte PPP w bardzo ograniczonym zakresie, cały ciężar jest po naszej stronie. Nawet jeśli „pan Kowalski” mieszkający przy tej ulicy, będzie chciał przeciągnąć światłowód z jednej strony ulicy na drugą, to my musimy się z nim dogadać, pomóc mu i nadzorować prace. On robi to na własny koszt, ale dalej my odpowiadamy za odcinek drogi, który zostanie naruszony. To powoduje, że miasto po wybudowaniu inwestycji na 18 lat przestaje się martwić tym, co dzieje się z tymi ulicami.
Poza utrzymaniem bieżącym.
Tak, poza utrzymaniem bieżącym, czyli zamiataniem czy odśnieżaniem. Proszę wierzyć, to dla miasta są realne pieniądze.
Kiedy mówi się o PPP, najczęściej podkreśla się ryzyko inwestora. A jakie jest ryzyko wykonawcy?– Ryzyka oczywiście są po obu stronach, dlatego stworzyliśmy specjalną spółkę celową na potrzeby realizacji tego projektu. Banki finansujące tego typu przedsięwzięcia chcą mieć po drugiej stronie jednozadaniowe spółki, które biorą na siebie kredyt, żeby nie wiązać ewentualnego ryzyka z całą grupą. Ta spółka celowa musi uzyskać finansowanie. Zatem największe ryzyko dla wykonawcy jest takie, że miasto powie: „nie mamy pieniędzy, żeby spłacać raty”. My realizujemy inwestycję, a potem co kwartał wystawiamy fakturę za dostępność infrastruktury. Jeśli samorząd przestałby płacić, to byłoby największe ryzyko z naszej perspektywy.
Nie obawiamy się natomiast, że nie uzyskamy finansowania. Grupa Mirbud ma około 3 miliardów złotych przychodu rocznie. Jeśli taka grupa nie byłaby w stanie pozyskać kredytu na część inwestycyjną, to byłby poważny problem rynku. Tu nie widzę zagrożenia. Budowaliśmy drogę S1 na południe od Żywca razem z tunelem, Obwodnicę Metropolii Trójmiejskiej, odcinki autostrad A1. Technicznie i wykonawczo się tego nie boimy. To nie jest wyzwanie, któremu nie bylibyśmy w stanie sprostać.
Ale czy wam się to opłaca? Kilkaset milionów rozłożone na kilkanaście lat to nie jest ogromny projekt dla firmy działającej w dużej skali.– Oczywiście, że nam się opłaca. Po pierwsze, uczymy się nowego modelu, który na świecie jest bardzo popularny. Proszę zwrócić uwagę, że jesteśmy dopiero przy trzecim wygranym postępowaniu. Od 2020 roku, kiedy zaczęliśmy interesować się PPP, było pięć, sześć, może siedem postępowań, które ostatecznie się nie zakończyły, bo samorządy stwierdzały, że nie mają pieniędzy albo zmieniały koncepcję realizacji inwestycji.
My się tego uczymy, ale i polskie samorządy również. Wiemy, że firmy zachodnie na tym zarabiają. Oczywiście mamy swoją marżę, ale chcemy też sprawdzić, na ile faktycznie jest to dla nas dochodowy biznes.
Tak naprawdę dopiero po 18 latach utrzymania będziemy mogli powiedzieć, na ile nam się to opłacało. Natomiast uważam, że projektów PPP będzie coraz więcej i będą coraz większe. Nawet przy niewielkim procencie marży można mieć dobrą rentowność.
Jak projekt w Markach plasuje się pod względem wielkości biorąc pod uwagę realizowane przez was projekty PPP?– Jest największy.
Najmniejszy był Wałcz, kolejny to Basen w Łodzi – ponad 100 milionów nakładów inwestycyjnych. Marki to ponad 180 milionów samych kosztów budowy. Natomiast będą się pojawiały dużo większe projekty – za miliard czy więcej. I to też jest coś, co nas bardzo interesuje, ale to przyszłość. Czekamy na to.