Wykonawcy domagają się większej przewidywalności prawa i stabilności poziomu zamówień. Część z nich oczekuje wprowadzenia certyfikacji oraz prawnego uregulowania local content, inni są temu przeciwni. Państwowi inwestorzy zapewniają, że dla żadnej solidnej firmy pracy w najbliższym czasie nie zabraknie, a działalność Krajowej Izby Odwoławczej ma stać się wkrótce bardziej przejrzysta.
– Dyskusja o local content poszła w złą stronę – oceniła podczas Kongresu Infrastruktury Polskiej prezes Track Tec Construction Marita Szustak. – Nie powinno chodzić o faworyzowanie firm ze 100% polskiego kapitału. Zamawiający ma narzędzia, by określać przedmiot zamówienia tak, aby nie utrudniać uczciwej konkurencji – stwierdziła. Dla małych i średnich firm szczególnie ważne jest dzielenie dużych zamówień na mniejsze, a także brak nadmiernych wymagań co do referencji i doświadczenia.
Odmienną opinię wyraził członek zarządu STRABAG Wojciech Trojanowski. – Nie wszystkie zagraniczne referencje budują potencjał w Polsce – ale nie każda firma może budować wszystko. Obniżanie warunków przetargowych do minimum nie zawsze dobrze działa na rynek. Są firmy małe, średnie i duże – i każdy z tych rodzajów ma inny potencjał. Czasem robimy krzywdę, dopuszczając do danego przetargu wszystkich – uzasadnił.
Niższe gwarancje, więcej dla inżyniera kontraktu
Zamawiający – według prezes Track Tec – powinni dążyć do „zagospodarowania” firm znajdujących się na rynku. – Kapitał ma narodowość – ale musimy też zachęcać inwestorów zagranicznych. Lepiej więc mówić, że kapitał ma pochodzenie. Trudno się zgodzić z tezą, że firma jest polska, gdy ma ponad 50% polskiego kapitału: sama pracowałam w firmie, której kapitał zagraniczny stanowił tylko 38%, ale to zagraniczny inwestor miał złotą akcję i przewagę w radzie nadzorczej – zwróciła uwagę.
Według Szustak oczekiwania branży wobec zamawiających to profesjonalizacja, a przede wszystkim – zmiana mentalności. – Nie wszystko, co zagraniczne, jest lepsze, a polscy wykonawcy mogą zdobywać doświadczenie wraz z projektem – oceniła. Jej zdaniem PKP PLK powinny obniżyć sumy gwarancji oraz wadium, a także zmienić kryteria wyboru wykonawcy, np. zobowiązując do osobistego wykonania danego zakresu – ma to być formą preferencji dla polskich podmiotów. CPK powinien zaś przyspieszyć decyzje takie jak ustalanie parametrów technicznych nawierzchni kolejowej. – Oby nie okazało się, że czasu jest za mało, by polski przemysł się do tego przygotował – przestrzegła. Przypomniała też o konieczności reformy Funduszu Kolejowego, przyjęcia Piątki dla Budownictwa (w tym – przyspieszenia decyzji administracyjnych) i zwiększenia limitów waloryzacji dla kontraktów kolejowych.
– Martwi mnie, jeśli zamawiający wybiera firmę za kilka milionów do nadzoru nad kontraktem wartym wiele miliardów. Jak ważny jest profesjonalizm inżyniera, pokazuje kontrakt PKP PLK na GSM-R – dodała Szustak.
Budimex: Uprośćmy formalności
– Nie powinniśmy urządzać konkursu na to, kto jest bardziej polski – zgodził się prezes zarządu Budimex Artur Popko. – Trzeba realnie mierzyć wpływ na gospodarkę i rozwój naszego kraju poprzez płacenie podatków i tworzenie miejsc pracy. To także łańcuchy dostaw i współpraca z polskimi producentami. Takie właśnie local content powinniśmy jako branża przyjąć – i z niego się rozliczać – postawił tezę.
Innymi problemami, które blokują branżę, są choćby procedury związane z decyzjami środowiskowymi. – Usprawnijmy proces uzyskiwania pozwolenia na budowę! Gdyby to udało się zrobić, postępowań przetargowych byłoby zdecydowanie więcej. Również odblokowanie postępowań zablokowanych dziś w KIO – o łącznej wartości ponad 17 mld zł – pozwoliłoby szybciej realizować nasze prace. Trzeba skrócić czas od złożenia oferty do podpisania umowy. To wspólny cel dla inwestora, wykonawcy i całej gospodarki – dowodził Popko.
Oprócz wyliczania barier systemowych wspomniał też jednak o pozytywnych przykładach. – W przetargu na rozbudowę autostrady A2 wymagano potencjału sprzętowego. Port Polska organizuje zaś przetargi dwuetapowe z dialogiem konkurencyjnym i prekwalifikacją. Może się wydawać, że wydłuża to proces – ale jeśli spojrzeć na liczbę odwołań przed podpisaniem umowy, czas jest porównywalny – argumentował prezes Budimexu.
NDI: Chodzi o równe szanse, nie o przywileje
Wiceprezes i dyrektor finansowy NDI Szymon Reptowski zaproponował, by o komponencie krajowym rozmawiać przez pryzmat problemów i sposobów ich rozwiązania. – Spółki takie jak NDI od 36 lat budują swoją pozycję na rynku i walczą o obecność. Zastanówmy się, jak możemy pomóc rosnąć podmiotom takim jak my, a także mniejszym i większym od nas – wezwał. Wśród konkretnych postulatów wymienił mniejsze kontrakty, modyfikację zapisów gwarancyjnych i umowy wzorcowe, nad którymi pracuje od dłuższego czasu Prokuratoria Generalna. Prezes Unibep Andrzej Sterczyński dodał do tej listy unifikację podejścia do gwarancji należytego wykonania i do gwarancji zwrotu zaliczki, które ma ułatwić wykonawcom pozyskiwanie finansowania.
Twierdzenie, że komponent lokalny oznacza preferencyjne rozwiązania dla krajowych firm, wiceszef NDI nazwał demagogią. – Oczekujemy równych szans! Nadszedł czas, by wielcy zamawiający bez obaw mogli zlecać nam zadania, które przed nami stoją. Nie mamy referencji przywiezionych w teczkach, ale realne kompetencje – podkreślił Reptowski.
Co do KIO – Reptowski stwierdził, że podnoszenie stawek za odwołanie nie naprawi systemu: zamiast zmniejszać jego przepustowość, należy zwiększać efektywność. – Zróbmy też wszystko, by spraw do KIO trafiało jak najmniej. Prewencja jest lepsza niż leczenie. Przygotowujmy projekty we właściwy sposób – i edukujmy w tym zakresie zamawiających – przekonywał. Członek zarządu STRABAG Wojciech Trojanowski, popierając samą podwyżkę stawek, zaproponował zaś ich zróżnicowanie przy zaskarżaniu SIWZ oraz samych ofert. Wiceprezes NDI postulował też planowanie realizacji bez „górek” i „dołków”, najlepiej według masterplanu rozpisanego na 40 lat, które zapewniłoby firmom stabilny portfel zamówień.
Unibep: Przede wszystkim integracja
– Ostatnich 35 lat w historii Polski to wielka integracja. Ten okres wielkich przemian pokazał, że możemy razem działać. Architektura polityki zakupowej ma zachęcać zamawiających do planowania i realizowania procesów zakupowych w taki sposób, by integrować spółki krajowe – uznał prezes zarządu Unibep Andrzej Sterczyński. – Wraz z partnerami tworzymy zintegrowane konsorcja, staramy się współpracować i dzielić wiedzą oraz umiejętnościami po to, by sięgać po kontrakty naszych marzeń – dodał.
Polskie spółki nienależące do wielkich koncernów – takie jak Unibep – mają mniejsze zdolności finansowe. – Pozyskujemy środki w ramach polskiej giełdy od polskich inwestorów, którzy chcą kupić nasze obligacje. Nie mamy „bogatych rodziców” z Zachodu, gotowych w każdej chwili dać zastrzyk finansowy – stwierdził Sterczyński. – Nie przeceniałabym zagranicznych spółek-matek: dziś raczej nie płyną stamtąd pieniądze, bo same spółki są w kłopotach – odniosła się do tego Marita Szustak.
Prezes Unibep określił się jako zwolennik certyfikacji. – Ma ona bardzo dużo plusów po stronie zamawiających i wykonawców: pozwala m. in. uniknąć niepotrzebnych sporów o referencje, które są badane odpowiednio wcześniej przez jednostki niezależne. Najważniejszy jest jednak obiektywizm: co innego mieć referencje, a co innego – zdolności – zwrócił uwagę. Podkreślił też potrzebę wspólnej interpretacji przepisów, choćby w kwestii waloryzacji – dziś Polska centralna i samorządowa to w tym zakresie, według niego, „dwie prędkości”.
Mirgos: Zadbajmy o wykonawców małych i średnich
Prezes zarządu MIRBUD Jerzy Mirgos określił local content jako „wielkie hasła i nic niewnoszące zagrania PR-owe”. – Mamy całkowicie inne mechanizmy, które obowiązują od dawna. Obowiązujące w Polsce ustawy nakazują równe traktowanie podmiotów polskich i zagranicznych. Ustawa o ochronie rynku ogranicza dostęp do rynku podmiotom z państw trzecich. Jeśli jest obchodzona, wystarczy nad tym popracować – wyraził swój pogląd. „Burzą w szklance wody” nazwał też politykę zakupową państwa, choć przyznał, że zawiera ona „ważne idee”. Krytyki Mirgosa – jako „bubel prawny” – doczekał się także projekt certyfikacji wykonawców.
– Na polskim rynku jest ponad 2 miliony małych i średnich firm – a firmy wielkie, jak my, to zaledwie 0,2% wszystkich, czyli niecałe 4 tysiące. Nie poruszamy problemów małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP) – a powinno się znosić wszelkie bariery, żeby właśnie im dać szansę się rozwinąć. Skoncentrujmy się na tym i dajmy im szanse, by stały się czempionami. My stanowimy tylko drobny procent, który jest już ukształtowany – i sobie radzi – uzasadniał szef Mirbudu.
Z takim podejściem nie zgodził się członek zarządu STRABAG Wojciech Trojanowski. – O polskie małe i średnie firmy dbamy codziennie: mamy kilkanaście tysięcy podwykonawców i dostawców, których szanujemy i wiemy, że tylko ich potencjałem jesteśmy w stanie realizować inwestycje. Czasem, na rynkach bardzo lokalnych, konkurujemy też z nimi – zadeklarował. Jak zaznaczył, polska gospodarka będzie tak konkurencyjna, jak działające w kraju firmy. – Pełne stosowanie pewnych ograniczeń nie działa na korzyść konkurencji, ale przeciw niej. Polska potrzebuje kapitału zagranicznego, jest importerem kapitału – a polskie firmy myślą o ekspansji zagranicznej. Nie dokonają jej, jeśli każdy kraj się zamknie. Nie można w jednym zdaniu mówić, że trzeba chronić polski rynek, i zachęcać do ekspansji polskich firm – wykazywał.
KZN Bieżanów: Jak najwięcej kompetencji w Polsce
Zdaniem prezesa zarządu KZN Bieżanów Rafała Leszczyńskiego wielość i niespójność definicji może być efektem gry interesów. W przypadku firm z kapitałem zagranicznym i polskim są one częściowo sprzeczne. – Drugi, ważniejszy powód – to ten, że polska gospodarka została zdelokalizowana i zdepolonizowana, w bardzo różnym zakresie w poszczególnych branżach. W produkcji szyn nie ma polskiego kapitału, w rozjazdach jest kilkadziesiąt procent, a są branże, które mają go 80-90%. Nie da się ustalić jednej definicji dla każdej branży i produktu – wyciągnął wniosek. Definicja Ministerstwa Aktywów Państwowych może więc być najwyżej punktem wyjścia – potem trzeba ją dostosować indywidualnie dla rynków poszczególnych produktów.
– Niektóre rynki nie mają w ogóle komponentów produkowanych w Polsce. Jest tak np. w przypadku krzyżownic manganowych do rozjazdów czy niektórych komponentów elektronicznych. Nie miały one, i być może nie będą miały, szansy się u nas wykształcić – przekonywał Leszczyński. Celem powinno być wytworzenie w Polsce kompetencji, których do tej pory u nas nie było. Dziś, według prezesa KZN, przeszkadzają temu m. in. zbyt wysokie wymogi w zakresie doświadczenia – nawet kiedy polskie firmy bez problemu mogą dany element wytworzyć i zcertyfikować.
Po obu stronach jest dobra wola – potrzeba jednak przede wszystkim stabilnego finansowania. – Nie wracajmy do niekończących się konfliktów sądowych między zamawiającymi, wykonawcami i dostawcami, jakie miały miejsce 5-10 lat temu. Dobierajmy kadry kompetentne i niekonfliktowe, które dążą do wspólnego celu – zaapelował Leszczyński.
UZP: KIO będzie bardziej przewidywalna
Do części z wyrażonych przez wykonawców odniosła się prezes Urzędu Zamówień Publicznych Agnieszka Olszewska. – W polityce zakupowej państwa nie ma definicji local content. To zbiór wytycznych i zaleceń na temat tego, jak prowadzić procesy zamówień publicznych, by były efektywne i wspierały rozwój polskiej gospodarki oraz odporność państwa. W zamówieniach publicznych nie ma preferencji krajowych – ale jest wiele zaleceń co do przemyślenia i odpowiedniego przygotowania procesów. Zamówienia powinny być uszyte na miarę. Przez lata obserwowaliśmy postępowania z wielką liczbą barier, które uniemożliwiały start podmiotom wspierającym polską gospodarkę. Teraz mamy do czynienia ze zmianą podejścia – przekonywała.
W polityce zakupowej państwa pojawiła się propozycja „testu MŚP”. – Stawiamy na te właśnie przedsiębiorstwa, określając, jak dzielić zamówienia, jak przygotowywać przetargi, jakie przyjmować harmonogramy płatności, jak korzystać z zaliczek czy jaką stosować waloryzację – zapewniła Olszewska. Jak dodała, dokument zawiera szereg konkretnych wskazówek, jak osiągać efektywność zakupową i dbać o jakość – lecz z drugiej strony instrumenty obecne w Prawie Zamówień Publicznych od dawna, takie jak wstępne konsultacje rynkowe, często nie są wykorzystywane.
Zdalne rozprawy w KIO mają udrożnić i wyeliminować jedno z wąskich gardeł w tej instytucji, jakim jest… liczba sal. – Jest też wiele innych zmian, które mają prowadzić do większej przewidywalności prawa i jednolitej jego interpretacji w orzecznictwie KIO – przekonywała prezes UZP. Jeden z pomysłów Urzędu to rozstrzyganie interpretacji, gdy zaistnieje rozbieżna linia orzecznicza, poprzez uchwałę Zgromadzenia Ogólnego KIO. W kolejnych orzeczeniach orzecznicy mają być tymi uchwałami związani, co powinno zwiększyć przewidywalność stosowania PZP. Nowością mają być też objaśnienia prawne Prezesa UZP, wyjaśniające kwestie interpretowane w różny sposób przez instytucje kontrolujące.
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem
zgody na:
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów
zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji
handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu
w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z
siedzibą w Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa oraz ich poprawiania.