Czy jest szansa, by decyzje środowiskowe były w Polsce podejmowane szybciej i nie hamowały kluczowych inwestycji nad Wisłą? Chociaż wiele osób źródła problemu szuka w Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, ta odbija piłeczkę, wskazując, co należy poprawić. Planowane są również konkretne kroki, by właśnie tak się stało.
Problemy z biurokracją od dawna są głównym problemem przy tempie inwestycji w Polsce, na co uwagę regularnie zwraca branża.
Rekordzistą, pod względem oczekiwania na decyzję jest odcinek S17 wschodniej obwodnicy Warszawy, wobec którego dokumenty złożono w 2018 roku, a do 2025 postępowanie nie zakończyło się. Sprawę ukróciła natomiast Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, która zdecydowała się wycofać z postępowania i rozpocząć proces od nowa.
Coraz poważniej do sprawy zdają się też podchodzić rządzący. We wrześniu 2025 roku
Ministerstwo Infrastruktury przygotowało projekt ustawy, który ma skrócić procedury dla kluczowych inwestycji, by przyspieszyć ich realizację. Teraz, na Sejmowej Komisji Infrastruktury, resort przedstawił nowe plany.
Długie miesiące oczekiwań
Jak przekazał w trakcie posiedzenia komisji wiceminister infrastruktury Stanisław Bukowiec, postępowania w sprawie wydania samych decyzji środowiskowych dla inwestycji drogowych trwają średnio 18 miesięcy.
Dane te dookreśliła Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Na podstawie ostatnich – ponad stu – inwestycji z pięciu lat, wyliczono, że średni czas potrzebny na uzyskanie decyzji środowiskowej to aż 662 dni. W przypadku decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej to natomiast 374 dni. To jednak nie wszystko, bo kolejnym krokiem mogą być odwołania od tych decyzji, które rozpatrywane są średnio aż 466 dni.
To jednak nie jest tylko problemem drogowców, bo podobne problemy obserwujemy na kolei. Przedstawiciele PKP PLK poinformowali, że w przypadku ich branży oczekiwanie na decyzję środowiskową wynosi średnio 660 dni.
Plan na poprawę
Wiele osób za taki stan rzeczy oskarża Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska i Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska. Generalny Dyrektor Piotr Otawski przedstawił jednak, jak sytuacja wygląda z jego strony, na wstępie zwracając uwagę na fakt, że wydawanie decyzji środowiskowych jest skomplikowanym procesem.
Wśród głównych problemów wymienił m.in. niedokładność w sporządzanych przez inwestorów dokumentacjach i konieczność uzupełnień, potrzebę uzyskiwania dodatkowych opinii od innych organów jak chociażby Wody Polskie czy wreszcie niezbyt liczne kadry w strukturach GDOŚ i RDOŚ. Obecna sytuacja, w niektórych województwach, wymusza, by urzędnicy wydawali średnio jedno postępowanie tygodniowo, podczas gdy Kodeks Postępowania Administracyjnego jasno wskazuje, iż – zwłaszcza w wyjątkowych sprawach – powinni mieć 60 dni na rozpatrzenie.
Otawski zwrócił również uwagę, że w 2024 roku ustalono z Ministerstwem Finansów znaczne zwiększenie etatów w ciągu pięciu lat. Zgodnie z umową, miały powstać 193 miejsca pracy i w 2025 roku rzeczywiście utworzono 43 takowe, jednak w tym roku – gdy miało to być 46 kolejnych miejsc pracy – nie udało się jeszcze tego osiągnąć.
Sprawę najbardziej powinny jednak ułatwić nowe przepisy. Takowe zmiany rzeczywiście są planowane. Korekta ma sprzyjać usprawnieniu i przyspieszeniu procesu administracyjnego. Dodatkowo, od 1 stycznia 2028 roku, przewidziane jest wejście z postępowaniami na poziom elektroniczny. Stanisław Bukowiec ocenił również, że w opinii resortu infrastruktury, konieczne jest wprowadzenie wiążącego terminu na wydanie lub zmianę decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach.
Generalny Dyrektor zapowiedział również, że prowadzone są prace, by z listy przedsięwzięć wymagających uzyskania DŚU usunąć elementy infrastruktury, które nie niosą istotnej wagi środowiskowej. Jak ocenił Piotr Malepszak, mogłoby to ułatwić procedowanie mniejszych inwestycji lub tych na krótszych odcinkach.