Politycy – od lewej do prawej strony sceny politycznej – są zgodni, że Polska powinna stawiać na local content. By mógł on jednak dobrze rozwijać polską gospodarkę, potrzebne są konieczne rozwiązania, które mogłyby usprawnić ten proces. Co proponują parlamentarzyści?
Podczas debaty otwierającej XIV Kongres Infrastruktury Polskiej politycy przedstawiający większość ugrupowań zasiadających w Parlamencie przedstawili swoją wizję i pierwsze spostrzeżenia związane z wprowadzanym przez rząd local contentem. Wszyscy zdają się być zgodni, że Polska powinna stawiać na rodzime firmy.
Trzeba stawiać na swoje
Dyskusję rozpoczął Mirosław Suchoń z Cenrum, który wskazał, że Polska ma ambicję rozwoju gospodarczego, a to właśnie gospodarka decyduje o tym, jak silne jest państwo.
– Nie mam wątpliwości, że gdy inwestowaliśmy w modernizację państwa, potrzebowaliśmy know-how i kapitału, byliśmy otwarci na inwestycje zagraniczne. One są współautorem sukcesu gospodarczego, ale, jak w każdym innym przedsięwzięciu, także w tym przychodzi inny etap, gdy stanęliśmy na nogi, gospodarka i otoczenia wokół nas się zmienia – wskazał.
W związku z tym stwierdził, że teraz Polska musi stawiać na swoje firmy i gospodarkę, bo dzięki temu firmy działające nad Wisłą będą inwestować w Polsce, ale też tworzyć ważne dla przyszłości kraju centra badawcze, a także rozwijać swoje kompetencje i przyszłych rodzimych pracowników.
Jak wesprzeć local content?
Jan Szyszko z Polski 2050 zaznaczył w swoim wystąpieniu, że rolą państwa jest to, by wspierać jak najmocniej komponent krajowy w inwestycjach publicznych.
– Mam wrażenie, że to temat, gdzie jest dużo pomysłów, co naprawić, ale część z nich jest nietrafiona. Pomysł, który warto rozważyć, to obecność przedsiębiorstwa na rynku europejskim, a właściwie doprecyzowanie go. Jeżeli są projekty, których nie jesteśmy w stanie zorganizować z europejskim ani polskim przedsiębiorstwem, to twórzmy odpowiednie warunki, by korzyści z przydzielenia takiego kontraktu innym firmom przewyższały korzyści z oddania im kilometra autostrady czy linii kolejowej – wskazał.
Zgodziła się z nim Anna Górska z Nowej Lewicy, która na wstępnie zaznaczyła z kolei, że nie możemy dziwić się sytuacji, w której obecnie polskie firmy nie są w stanie samodzielnie realizować naszych megaprojektów, ponieważ nie były na to przygotowywane. Przedstawiła natomiast propozycję, jak sprawić, by w najbliższych latach się to zmieniło.
– Specjaliści, którzy budowali Żarnowiec, umierają. Skoro przez lata państwo nie potrafiło podjąć decyzji, że to jest priorytetem, to nikt nie zdoła tego zrobić. Moim zdaniem, kluczem, by local content funkcjonował, są wytyczne, które zostały określone. Kiedy ogromnej inwestycji nie są w stanie wybudować polskie firmy, zagraniczny wykonawca musi zatrudnić Polaków. To się dzieje. Przy elektrowni jądrowej już 400 firm lokalnych pracuje na etapie budowy, gdzie jest to jeszcze wielka piaskownica. Z czasem, kiedy praca będzie bardziej specjalistyczna, to będziemy mieli mniej zaangażowanych firm, bo nie mieliśmy takich doświadczeń, ale dlatego konieczne jest wchodzenie w konsorcja, byśmy nabierali kompetencje – wskazała, dodając, że inwestycje są po to, by na ich bazie powstały polskie przedsiębiorstwa, które będą to robiły nie tylko w Polsce, ale na całym świecie.
Również Krzysztof Kwiatkowski z Koalicji Obywatelskiej przedstawił apel, że Polska musi absolutnie popierać local content, jednak – jego zdaniem – problem polega na uwarunkowaniach prawa i ograniczeniach, które tkwią w przekonaniach urzędników.
– To wymaga konsekwentnych działań. Musimy kontynuować zadania, by wspierać konsorcja z udziałem polskich firm wszędzie, gdzie to możliwe, dla osiągnięcia kompetencji. Mamy dobre przykłady, jak chociażby zakupy taborów. Szukajmy takich więcej. W parlamencie powinniśmy się zastanawiać, czy w kontekście przepisów prawa możemy je zmienić, by ułatwić urzędnikom podejmowanie decyzji. Czasami jest to wyższa szkoła jazdy z uwagi na przepisy wspólnotowe i Pzp – zaapelował, wskazując problem.
Przedstawiciel Konfederacji – Krzysztof Bosak – przedstawił natomiast najbardziej rozbudowaną receptę na wsparcie local contentu, wskazując na kilka istotnych kwestii.
– Wsłuchując się wcześniej w głosy różnych wykonawców w środowisku, zacząłbym od ochrony rynku europejskiego i od tego, żeby do dużych przetargów infrastrukturalnych dopuszczać takich, którzy są i działają na obszarze Unii Europejskiej, żeby nie brać spoza. W drugiej kolejności stworzyłbym system punktacyjny w zależności od tego w jakim stopniu, kto jest zakorzeniony na polskim rynku i uwzględniać to przy rozstrzygnięciach. Jeżeli nie będzie żadnej podstawy formalnej do uwzględnienia lepszego rozstrzygnięcia, to ich nie będzie, bo dlaczego mają być. Tutaj powinno się brać pod uwagę, gdzie przedsiębiorca rozwija zatrudnienie, gdzie płaci podatki, w jakiej ilości te podatki są płacone czy kogo bierze na podwykonawców – zaczął wymieniać wicemarszałek Sejmu.
Bosak zwrócił również uwagę, że w obszarze infrastrukturalnym nadal część inwestycji wyjęta jest z ochrony podwykonawców ze względu na specyficzne przepisy międzynarodowe związane z finansowaniem konkretnych inwestycji infrastrukturalnych, o czym nie mówi się jednak zbyt głośno, ponieważ problem dotyczy mniejszej części rynku. Jego zdaniem jednak, nie można uważać, iż problem jest mniej dotkliwy czy brutalny w ramach postępowania dużych podwykonawców względem mniejszych.
– Mówiąc krótko, musimy chronić rynek europejski jako całość i wspierać polskie przedsiębiorstwa poprzez jakiś rodzaj preferencyjnego punktowania, dotyczący, tych którzy na rynku polskim nie tylko mają przedstawicielstwa, ale mają także spółki, mają polskich właścicieli czy wybierają polskich podwykonawców. Na razie jednak nie widzę konkretnych decyzji ze strony rządu, które były zapowiedziane przez premiera na Europejskim Forum Idei – podsumował, na koniec dodając, że konieczne jest przełamanie mentalnościowej bariery polskich urzędników – Jeżeli będziemy kierowali się asekuracyjnymi kryteriami, to będzie ciężko o większy udział wkładu krajowego. I jeszcze jedno, polskie przedsiębiorca muszą mieć dostępność do systemu dofinansowania, muszą być dokapitalizowane, ponieważ mają zdolności techniczne i wiedzę, natomiast nie mają wystarczającego kalibru finansowego, żeby rywalizować z międzynarodowymi firmami.
Nie można się zamykać
Andrzej Bittel z Prawa i Sprawiedliwości natomiast swój wywód zaczął od skupienia się na haśle „local content”, stwierdzając, że zabawną sytuacją jest fakt, iż termin, który ma składania do korzystania z krajowych zasobów ma anglojęzyczne znaczenie. Skupiając się już na swoim rozumieniu local contentu wskazał, że powinien on się skupiać na działaniach, które pozwolą rozwijać się polskim przedsiębiorstwom.
– Temu służą programy rządowe i samorządowe, które są konsekwentnie realizowane. Teraz jest tak, że do niedużych przetargów staje 20 oferentów, bo nie ma dużo takich postępowań, ponieważ wyschły źródła z programów samorządowych. Konieczne jest zbadanie własnych zasobów, dostosowanie się do rynku, który jest, by go rozwijać i zwiększać kompetencje – oznajmił.
Na koniec natomiast stwierdził, że nie należy zamykać się na przedsiębiorstwa, które mają kapitał zagraniczny, ponieważ możemy przyjmować od nich wiedzę, a za doskonały przykład local contentu wskazał przetargi taborowe.
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem
zgody na:
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów
zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji
handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu
w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z
siedzibą w Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa oraz ich poprawiania.