Rząd przedstawił projekt „Local content. Z korzyścią dla Polski” i przedstawił kryteria, które będą brane pod uwagę przy ocenie „krajowości” produktów. Jak na wizję władz zapatruje się Damian Kaźmierczak – wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa - który o local content apelował od dawna?
W czwartek w fabryce Apator SA
premier Donald Tusk i minister aktywów państwowych Wojciech Balczun przedstawili projekt „Local content. Z korzyścią dla Polski”. Celem jest premiowanie krajowych produktów i usług w zamówieniach publicznych. Podstawą założeń ma być tzw. komponent krajowy. W związku z tym
zaprezentowano również kryteria, które mają tę wartość szacować.O ocenę przedstawionych założeń MAP-u poprosiliśmy wiceprezesa Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa – dr Damiana Kaźmierczaka. Jak wskazał na wstępie, podejście rządu do „local contentu” jest bardzo bliskie optyce PZPB, które od dawna propagowało takie spojrzenie.
– Słynna polonizacja zamówień realizowanych przez państwo ma obejmować „spółki krajowe”, czyli wszystkie spółki rdzennie polskie, a także tylko te podmioty z rodowodem zagranicznym, które są z Polską mocno związane i nie traktują naszego rynku jedynie jako okazji do osiągnięcia jednorazowych zysków. Takie podejście przyświeca PZPB od dawna, ponieważ nie wolno abstrahować od obecnej struktury polskiej gospodarki, którą bieg historii ukształtował w taki, a nie inny sposób – uważa Damian Kaźmierczak.
Dodaje, że – na dziś – 40 procent wartości dodanej w gospodarce generują podmioty spoza Polski, a jedna trzecia pracowników jest zatrudniona w firmach z rodowodem zagranicznym. W związku z tym, wbrew najbardziej radykalnym głosom, nie da się wyrugować tych przedsiębiorstw z polskiej gospodarki, ponieważ w dużej mierze dzięki napływowi międzynarodowego kapitału i członkostwu w Unii Europejskiej Polska jest dziś dwudziestą największą gospodarką świata.
– Jednocześnie jako gorliwy patriota nie widzę powodu, dla którego państwo nie mogłoby wspierać rdzennie polskich firm innymi sposobami. Może to obejmować na przykład wyrównanie dostępu do kapitału z udziałem instytucji finansowych kontrolowanych przez państwo, czy jak najszersze włączanie polskich firm w realizację krajowych inwestycji infrastrukturalnych, bo w Polsce nie ma projektów wykraczających poza możliwości rodzimych przedsiębiorstw – argumentuje.
Na koniec przedstawiciel PZPB wskazuje, że nasza gospodarka jest już na tyle dojrzała, iż czas wesprzeć budowę polskich czempionów w ruchu racjonalnego patriotyzmu gospodarczego.
– Osiągniemy sukces, jeśli podejdziemy do tego z konsekwencją, namysłem i cierpliwością, a nie będziemy wikłać się w bezproduktywne spory o to, który podmiot jest bardziej polski – podsumowuje.